sobota, 23 października 2021

Talks with Stranger Cz.71-80

  


[Rozdział 71]

    ~Tweet~
@ilovesleepx Przypadkowe spotkanie mojego brata i Luke'a na mieście <3 @penguinboy @iloveeatx

    ~Komentarze~
@rainbow.unicorn @ilovesleepx @penguinboy A Luke dostanie po mordzie :"D
@ilovesleepx @rainbow.unicorn Zazdrosny? :3
@iloveeatx @penguinboy Mówiłem, by dziewkę wtajemniczyć, to teraz na wszystkich mediach da te zdjęcie ;/


~Wiadomości~

@Ilovesleepx joined the chat room...
@iloveeatx joined the chat room...

penguinboy:
To ją wtajemniczaj, jak taki mądry jesteś

iloveeatx:
Osraj się mydłem, to twój pomysł -.-

ilovesleepx:
Ale że co?

penguinboy:
No bo chciałbym jakoś pomóc Maddy i wpadłem na kilka pomysłów.

ilovesleepx:
I co ma do tego to zdjęcie?

iloveeatx:
Ty jesteś czasem taka ciemna, że aż planeta gnije.

ilovesleepx:
Ta bluza jest już moja Nialluś ;*

iloveeatx:
Kupiłem dziś kłódki, mam to gdzieś ;*

penguinboy:
Skończyliście? To dobrze, bo chciałbym wreszcie dokończyć.

ilovesleepx:
I tak się włamie, na co ci kasę tracić cepie ...

penguinboy:
Aha czyli nie... Wychodzę stąd.

@penguinboy left the chat room...

ilovesleepx:
O nie ;-;

iloveeatx:
To żeś zrobiła -,-



[Rozdział 72]

ilovesleepx:
Roni tańczy, Roni śpiewa, Roni wysoka jest do nieba

awenaqueen:
Haha, co? xd

ilovesleepx:
Bo Jace chcę mnie upić i wgl się tak cykałam, nie?
Ale wypiłam, bo po to z nim przyszłam ;-;
No dobra, przyszłam go pilnować, ale on mnie zmusił ;-;

awenaqueen:
Nie pij, to się źle skończy, ja to czuje...

ilovesleepx:
Zjadłabym żelki

awenaqueen:
Sorry, mam tylko krakersy. Moja matka była na zakupach z Viv.

ilovesleepx:
Ej, kup żelki :(

awenaqueen:
Serio mam teraz iść do sklepu po żelki?

ilovesleepx:
Maaaaaaaaaaaaaaaaaaddy nooooooooooooooo

awenaqueen:
Mam cię przenocować?

ilovesleepx:
:3
To jak z tymi żelkami?

awenaqueen:
Jak mnie porwą i zgwałcą, to będę cię nawiedzać!

ilovesleepx:
ILY2 <3

awenaqueen:
;*



[Rozdział 73]

rainbow.unicorn:
Słyszałem od Madds, że ty pijesz!
Wracaj do domu, bo nie dam ci lizaka!

ilovesleepx:
Ale takiego do ssania? :3

rainbow.unicorn:
...
Yyy... Tsa.

ilovesleepx:
A ty wiesz, że jednorożce mają dwa rogi?
Straszne wieści, nie?

rainbow.unicorn:
Co ty ćpałaś na tej imprezie?
TEŻ CHCĘ!

ilovesleepx:
A ten jeden to nazywa się lizak i wzięłabym :3

rainbow.unicorn:
Hyh, też jestem jednorożcem z lizakiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

ilovesleepx:
Mmmm to gdzie ty jesteś, kiedy ja chce cycać?

rainbow.unicorn:
*O*
Rany boskie ona jest zboczona wtedy, kiedy jest pijana, omg, upije cię pewnego dnia i będziemy się kochać całą noc <3

ilovesleepx:
O czym ty mówisz ;-;

rainbow.unicorn:
Yyyy.
Włożymy mojego lizaczka do twoich ust ( ͡° ͜ʖ ͡°)

ilovesleepx:
*O*
Omnomnom <3

rainbow.unicorn:
Zastanawiam się czy ty wiesz, o czym ja piszę, czy ty serio myślisz o słodkim lizaku ze sklepu.

ilovesleepx:
Co ty mówić do mnei?

rainbow.unicorn:
Dzwonie po Maddy, pijaczko jedna ;-;

ilovesleepx:
Ej! 



[Rozdział 74]

awenaqueen:
Roni?

ilovesleepx:
To sem ja.

awenaqueen:
W jakim klubie jesteście?

ilovesleepx:
W cetrum, co bco

awenaqueen:
Bo idę po ciebie z reklamówką pełną żarcia :3

ilovesleepx:
:OOOOOO
A masz żelki?

awenaqueen:
Mam, mam.
To imprezka u mnie?

ilovesleepx:
Na co po co mnie o to pytasz o tej gdoiznie

awenaqueen:
Ugh, starasz się trafiać, ale nie wychodzi ci to zbytnio.

ilovesleepx:
Sio?

awenaqueen:
Niś ;*
Madduś już po ciebie idzie, wysoka Roni :)



[Rozdział 75]

    Wyszłam z domu ubrana w czarną bluzę z kapturem na głowie i czarne spodnie z dziurami. Okłamałam Roni, nie szłam po nią z żadną torbą, ale kupiłam, co chciała. Może nie powinnam iść sama i pewnie bym za to oberwała, ale Michael mnie prosił i nie mogłam odmówić. Sama zresztą się trochę o nią martwiłam.

    Będąc pod klubem, oczywiście nie mogłam wejść, więc napisałam do Roni, by wyszła z niego. Bałam się, że tego nie zrobi, ale na szczęście po kilku minutach czekania, zobaczyłam zataczającą się dziewczynę. Podeszłam do niej i podtrzymałam, by nie przywitała się z chodnikiem twarzą.

    – Gdzie żelki? – Wiedziałam.

    – W domu czekają, w końcu tam mamy imprezkę, nie? – Spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nie pytała o więcej, tylko grzecznie szła ze mną.



    Po kilku minutach byłyśmy już pod moim domem. Wchodząc po schodach, narobiła trochę hałasu, ale miałam nadzieję, że nikogo nie pobudziłyśmy. Poza tym nie mogłam dać jej żelków, tylko przekupić, by poszła jakoś spać. Alkohol plus żelki daje rzyganie.

    – Połóż się, a ja idę po coś do picia – rozkazałam, a ona wykonała polecenie.

    Udałam się do kuchni w celu znalezienia jakiejś wody. Po znalezieniu butelki wróciłam do pokoju, w którym Roni już spała. No dobra, poszło łatwiej, niż myślałam.

    Usiadłam obok niej i zaczęłam rozmyślać. Nikomu nic nie mówiłam, ale zaczynałam pamiętać coraz więcej... Tych złych chwil najbardziej wolałabym nie pamiętać. Tego, jak matka nas terroryzowała, tego, jak straciłam ojca z dnia na dzień, tego, jak matka ze sukowatością zabrała nam Viv z domu, tego, jak Louis odszedł... Wszystkiego. To, co dobre, nie może powrócić do mej pamięci, a to co złe robiło to z łatwością. Ile musiałam jeszcze cierpieć, by słońce wzeszło zza chmur? Prawda, mama zmieniła się nie do poznania dzięki Ronaldowi, ale to jednak nie zmieniało faktu, jak traktowała nas przez lata. Jak nas wyzywała od gówno wartych dzieci. Jej słowa wyryły znacznie większe blizny w moim sercu, niżeli ja sama na nadgarstkach.

    Przejechałam po starych śladach, zaczynając płakać. Skrzywdziłam też Luke'a, któremu obiecałam, że nigdy nie tknę ostrza. Wiedziałam, że nie jest już na mnie zły, ale pamiętałam, jak wyglądał, gdy go zobaczyłam zaraz po przebudzeniu. Był taki zmęczony, blady, ręce miał lodowate, jakby przestał funkcjonować przeze mnie. Tego sobie nie wybaczę, że przeze mnie tak cierpiał.

    – Maddy? – Słysząc głos Roni, spojrzałam na nią. – Zjedz żelki, pomagają – uśmiechnęła się.

    Po chwili zamknęła oczy i poszła dalej spać. Zaczęłam się cicho śmiać pod nosem. Zrobiła to we śnie czy naprawdę się obudziła?



[Rozdział 76]

rainbow.unicorn:
Zamoczyłbym *^*

ilovesleepx:
Aha.

rainbow.unicorn:
No ale poważnie :(

ilovesleepx:
To zadzwoń po dziwkę, na co mi to piszesz?

rainbow.unicorn:
Co ty taka drażliwa?

ilovesleepx:
Gówno.

rainbow.unicorn:
Ouh...
Okresik mamy? :3

ilovesleepx:
A w ryja chcesz?

rainbow.unicorn:
No ale za co ;-;

ilovesleepx:
Za jajco. Ić się utop.

rainbow.unicorn:
*skamle*

ilovesleepx:
Możesz nawet wyć :"D

rainbow.unicorn:
Ałsz, za co ja cię kocham to ja nw ;-;

ilovesleepx:
Kochać się możesz z jednorożcem.

rainbow.unicorn:
Ok, ale bez lizaka ;-;

ilovesleepx:
....

rainbow.unicorn:
Daj zdjęcie i idę sobie zostawiając cię z kałużą rozpaczy koloru kolorowego.

ilovesleepx:
Oralnego.

rainbow.unicorn:
JAHAHAHAHAHAJAHAH

ilovesleepx:
Ugh!
Osranego*

rainbow.unicorn:
HAHAHAHAHAHA

ilovesleepx:
Ugh x2
Masz to zdjęcie i spadaj psie ...

rainbow.unicorn:
W TYM dniu wybaczam ci nazwanie mnie psem a nie kotusiem ;*
Ach, łaskaw ja <3

ilovesleepx:
-.-

rainbow.unicorn:
Nasze dzieci będą bogate, w naszą wiedzę <3

ilovesleepx:
Masz jakąś?

rainbow.unicorn:
Mam. Na przykład: Jak wyhodować ogóra.

ilovesleepx:
Jpd, weź te zdjęcie i serio zejdź mi dziś z oczu, Clifford

rainbow.unicorn:
Kurwa, po nazwisku mi pojechała ;-;

ilovesleepx:
*załącznik*

rainbow.unicorn:
Mrrr, biore je :3

ilovesleepx:
A ja przeciwbólowe, bo zaraz rozniosę dom.



[Rozdział 77]

    – Mamo? – Weszłam do salonu, gdzie kobieta oglądała film razem z Ronem.

    – Tak? – Spojrzała na mnie.

    – Chciałam z Luke'm jechać do naszych znajomych na te ostatnie kilka dni wakacji. Miałabyś coś przeciwko?

    To głupie pytać ją o pozwolenie po tym wszystkim, ale minęło trochę czasu, od kiedy mieszkamy razem i widziałam poprawę. Mogłam z czystym sumieniem zostawić Viv pod jej opieką.

    – Hm – spojrzała na Rona, jakby wyszukiwała u niego wsparcia. – Liczyłam, że zostaniesz.

    – Czyli nie? – Schowałam ręce do tylnych kieszeni spodni.

    – A gdzie jedziecie? Londyn?

    – Am... Sydney – zagryzłam wargę speszona.

    Widziałam, jak jej wyraz twarzy zmienia się na szok.

    – Chyba oszalałaś, że tak daleko puszczę cię z teoretycznie obcym chłopakiem! – Co z tego, że przesiadywał u nas prawie całe dnie, dla niej nadal był obcy.

    – Przestań, już tam byłam – przewróciłam oczami, denerwując się powoli.

    – Skoro już była to niech jedzie – Ron postanowił mnie wesprzeć.

    Kobieta popatrzyła na niego ze złością.

    – Dzięki! – Ucałowałam mężczyznę w policzek i pobiegłam na górę się spakować.

    Wparowałam do swojego pokoju, a tam już czekała na mnie Roni i Viv. Obie leżały na moim łóżku. Roni rozumiem, bo to lenio-śpioch i na dodatek dopadły ją złe dni, ale moja siostra? Zgarszała się przez tego lenia.

    – I czo? – Spytała Viv.

    – Zgodziła się.

    – Szkoda, że ja nie mogę, ale z drugiej strony im mniej widzę tego psa, tym lepiej. – Serio, podczas kobiecych dni była straszna. Mawia się, że to przed okresem wszystkie jesteśmy obrażone na cały świat, ale u niej te zasady były łamane.

    – Zmienił się w psa z kota? – Zaśmiałam się, zaczynając się powoli pakować.

    – Jesu jakbym jego wiadomość czytała. Zmowa czy co?

    – Jestem prawie pewna, że wcześniej był kotusiem – zrobiłam dzióbek, co ją tylko bardziej rozdrażniło.

    – Od dziś jest szczuro-psem, który wygląda jak klaun.

    – Teraz tak mówisz, a potem staniecie na ślubnym kobiercu, w wózeczku trójka dzieci, a chrzestną będę ja – wskazałam na siebie.

    – Pojebało? – Prychnęła.

    Och, żebyś ty się jeszcze nie zdziwiła.

    – Maddiś? – Powiedziała przesłodzonym głosem.

    – Czego chcesz, leniu? – Spojrzałam na nią przez ramię.

    – Masz jeszcze coś do żarcia? – Fajtała nogami, leżąc na brzuchu.

    – Zapomnij – teraz to ja prychnęłam. – Roztyje cię, a potem Michael mnie za to zabije.

    – Serio nie masz innych argumentów?

    – W szafce w biurku coś powinno być – poddałam się.

    Uradowana wstała i zabrała paczkę ciasteczek, wracając do łóżka. Zdecydowanie dawałam się wykorzystywać.

    Wyjazd planowaliśmy dopiero za dwa dni, bo Luke miał jakąś „pracę", o której nic nie wiedziałam. Przez cztery dni chodził do niej o różnych godzinach, a potem przychodził do mnie. Nie wiedziałam, co takiego robi, ale przez to już nie siedział u mnie całe dnie, co w sumie nie było takie złe. Poza tym nie chciałam go szpiegować, gdyby chciał, to sam by mi powiedział.

    – Madeline, ktoś do ciebie! – Ugh, matka użyła mojego pełnego imienia.

    Zbiegłam szybko na dół, nie wiedząc, kto to może być. Luke raczej wszedłby i matka by mnie o tym już nie informowała, więc... kto? Będąc już na dole, stanęłam w miejscu, widząc dziewczynę, wyglądającą zdecydowanie... na niezbyt miłą.

    – H-Hej? – Przywitałam się niepewnie. Czego mogła chcieć?

    – Siema. Ja szukam Luke'a, nie wiesz może gdzie go znajdę? 

    – Am, pewnie w domu albo z Niallem. – Nie wiedziałam czemu, ale poczułam się niekomfortowo.

    – Aha. A jakiś numer telefonu czy ulica? – Żuła gumę, co jeszcze bardziej mnie przerażało w połączeniu z tym mocnym makijażem.

    – Jasne, a mogę wiedzieć, skąd mnie znasz? – Wzięłam kartkę z półki w przedpokoju i zaczęłam zapisywać ciąg liczb.

    Co jak co, ale jego numer znałam już na pamięć.

    – Często o tobie nawija, więc domyśliłam się, że jesteś jego dziewczyną, a kiedyś nawet wspomniał coś, że się tu niedawno przeprowadziłaś, a Ramsey znam jak własną kieszeń.

    Poklepała się po prawej kieszeni podziurawionych dżinsów.

    – Och... – Dużo o mnie mówił? Wzięła mnie za jego dziewczynę...

    – Spaliłaś cegłę, ja walę – zaczęła się śmiać. – Żyjecie w friendzone czy co?

    – N-Nie... – podałam jej kartkę.

    – Poza tym jestem Celesty Lush – wyciągnęła do mnie dłoń. – Miło mi wreszcie poznać tę sławną Madeline Tomlinson.

    – Maddy – uściśliłam. – A skąd znacie się z... Luke'm? – Nie powinnam była pytać, ale tak bardzo mnie to ciekawiło.

    – Z lekcji. Wyjeżdżacie, więc musimy zawiesić je, ale luzik – narzuciła na głowę kaptur. – Spadam, bo umówiona jeszcze jestem. Nara – pomachała i zniknęła za drzwiami.

    – To dziwne, ale jej nazwisko coś mi mówi – z kuchni wyłoniła się moja matka.

    – Co? – Spojrzałam na nią, kompletnie nie wiedząc, co przed chwilą powiedziała.

    – Lush brzmi bardzo znajomo – zamyśliła się. – No nic, idę spać. Dobranoc – pocałowała mnie w czoło i poszła na górę.

    Gdy tak wspomniała... w sumie coś mi ono mówiło...



[Rozdział 78]

    Przez pół nocy nie mogłam spać i o dziwo nie z powodu cielska Roni, a rozmyślań skąd kojarzę Celesty. Nad ranem dostałam wiadomość, ale to nie było w stanie zbudzić Roni z głębokiego snu. Zaśmiałam się cicho i odblokowałam urządzenie.

penguinboy:
Powinien pisać w smsach, ale tego jest sporo, więc nie wiem, czy mi kasy na koncie by starczyło.
Wczoraj widziałaś się z Cel, a gdy mi to powiedziała, to myślałem, że dostanę zawału. Dałaś jej mój numer...
Posłuchaj, ja i Celesty jesteśmy tylko znajomymi. Będąc ostatnio z Niellem w barze, spotkaliśmy ją. To jakaś jego znajoma. Szukała kogoś, kto nauczyłby ją grać na gitarze, ale nie brałby za to fortuny. Oczywiście, Niall zgłosił się na ochotnika, ale stwierdziła, że po jego naukach gówno umie i wtedy odezwałem się ja. Od tamtego czasu daje jej prywatne lekcje. Czasem u niej w domu, czasem u mnie, ale to tylko lekcje gry na gitarze!
Nie chcę, byś pomyślała, że mnie i Cel coś łączy, bo tak nie jest. Powinienem był ci powiedzieć o tym wcześniej, ale się bałem, jak zareagujesz, w sumie nie wiem dlaczego. Pomyślałem wtedy, że nauki szybko się skończą, poza tym to tylko po dwie godziny dziennie, bo chciałem znaleźć też czas dla ciebie, a właściwie to jak najwięcej.
Kurwa, ale się miotam... Prościej chyba byłoby jednak, jakbym zadzwonił. No ale wracając... Gdy mi powiedziała, że u ciebie była, to spanikowałem. Pomyślałem, że to już koniec i mnie znienawidzisz czy coś i znów się nie odezwiesz, ale to chyba wizja bardziej zaawansowana... Cholera, jak mam ci to wytłumaczyć, nie mówiąc jednocześnie za dużo?

awenaqueen:
Luke, spokojnie jest w porządku.
Możesz robić, co chcesz i z kim chcesz, przecież jesteśmy przyjaciółmi. Fakt, szkoda, że mi nie powiedziałeś, ale to przecież nie koniec świata :)

penguinboy:
Boże święty, nie rozumiesz...

awenaqueen:
Wytłumacz?

penguinboy:
Nie da się tak, byś nie zrozumiała znów tego źle i nie odwróciła się ode mnie.

awenaqueen:
Ponoć dużo jej o mnie mówiłeś...

penguinboy:
Trochę za dużo...

awenaqueen:
Dlaczego? Przecież tylko ją uczyłeś...

penguinboy:
Boże, widzisz? O tym właśnie mówię... Po prostu lubię się tobą chwalić.
To brzmi źle... bardzo źle.

awenaqueen:
Luke, o co ci chodzi, bo teraz nie rozumiem już nic.

penguinboy:
Dobra, pogadamy kiedy indziej.

awenaqueen:
Fajnie, że jesteś na mnie zły, choć to ty mi nie chcesz powiedzieć całości, bo mówisz tylko część. Świetnie.

penguinboy:
Nie jestem zły na ciebie tylko na siebie!

awenaqueen:
Teraz będę jak ta blondynka z kawałów pisząc po raz kolejny to samo, ale...
Nic nie rozumiem, co piszesz.

penguinboy:
Powiem ci, jak wszystko przemyśle, dobrze? Przepraszam.

awenaqueen:
Rób jak uważasz. Nie poganiam cię.

penguinboy:
Ta...



[Rozdział 79]

    Weszłam do kuchni w celu przygotowania jakiegoś śniadania dla siebie i głodomora Roni. Czasami miałam wrażenie, że jest moją siostrą i mieszka razem z nami. Nie narzekałabym, jeśli tak by było. Otworzyłam lodówkę, ale przypomniałam sobie, co dopadło moją „siostrzyczkę". Uśmiechnęłam się pod nosem i przeszukałam stos ulotek z szafki. Znalazłam jedną, która mnie zaciekawiła i wybrałam numer podany na niej. Powinna się ucieszyć, choć trochę.

    Usiadłam na krześle, czekając, aż woda na herbatę zacznie się gotować, gdy nagle dostałam sms'a.

Od: Logan
Hey, Maddy. Słyszałem, że się przeprowadziłaś do Ramsey, a my nie zdążyliśmy pogadać, więc... Moglibyśmy dzisiaj?

    Otworzyłam usta, czytając po raz kolejny jedną i tę samą wiadomość. Jak on chciał się spotkać, skoro od Londynu dzieliło mnie całkiem sporo?

Do: Logan
Chciałabym, ale nie mam możliwości lotu do Londynu. Wybacz.

Od: Logan
Ale ja jestem w Ramsey :D
To jak?

Do: Logan
No ok, powinniśmy pogadać, masz racje :)

Od: Logan
To widzimy się w parku? Za małą godzinkę, hm?

Do: Logan
Dwie, bo muszę zjeść z Roni śniadanie :)

Od: Logan
Rozumiem, nie mogę się doczekać.



    Westchnęłam ciężko, odkładając telefon na stół. Przeczesałam włosy palcami, myśląc o tym, co on chce mi powiedzieć. Może chciał spytać o drugą szansę? Wolałabym tego uniknąć, bo dopiero niedawno zdałam sobie sprawę z tego, że nic więcej do niego nie czułam, nic poza przyjaźnią. Weszłam w ten związek z taką łatwością, a to tylko dlatego, że kiedyś tak w nie wchodziłam. Byle zaimponować dziewczynom. Nigdy nie byłam z nikim dłużej niż kilka dni. Czułam się podle, bo dokładnie tak samo zabawiłam się Loganem, który naprawdę mógł coś do mnie czuć.

    Moje rozmyślanie przerwał dzwonek do drzwi. Wstałam i odebrałam moje zamówienie od młodego chłopaka. Zapach był niesamowity, a ślinka już mi ciekła. Dobrze, że mamy ani Rona nie było w domu, bo zaraz daliby wykład, co je się na śniadanie.

    – Poczułam to z końca domu – podskoczyłam, słysząc głos dziewczyny za plecami.

    – Zamówiłam ją specjalnie dla ciebie, by poprawić ci samopoczucie.

    Położyłam pudełko z pizzą na stół.

    – Jesteś kochana – uściskała mnie.



***



    Szłam do parku na umówione spotkanie z Loganem. Miałam lekkiego stresa. Bałam się jego reakcji, gdy powiem mu prawdę. Usiadłam na jednej z wielu ławek, biorąc głębokie wdechy. Przyszłam przed czasem, by móc jeszcze ochłonąć. Nie dane mi było jednak długo przygotowywać się na spotkanie z chłopakiem, bo dosłownie dwie minuty później zobaczyłam go na horyzoncie.

    – Tylko spokojnie, Maddy... – szepnęłam do siebie, tupiąc szybko nogą w ziemie.

    – Hey! – Krzyknął zadowolony, od razu mnie przytulając.

    – Cześć – mruknęłam lekko speszona.­

    – Coś nie tak? – Wyczuł mnie.

    – Nie! – Odparłam szybko. – To... o czym chciałeś pogadać?

    Już chciał się odezwać, ale usłyszeliśmy czyjś krzyk.

    – Logan! – Jakaś blondynka rzuciła się mu na szyję. 

    – Znamy się? – Odsunął ją szybko od siebie i teraz dopiero ją poznałam.

    – Jaja sobie ze mnie robisz czy co? – Warknęła na niego. – To ja, Celesty!

    – Nadal mi nie świta... – podrapał się po karku.

    – Ja pierdole... – wywróciła zła oczami. Nagle jej wzrok zatrzymał się na mnie. – Maddy? A co ty, flirtujesz z Loganem?

    – To wy się znacie? – Spytał zdziwiony.

    – To dziewczyna Luke'a – ściągnął brwi, nie rozumiejąc.

    Dzięki Cel, że to powiedziałaś! Mało tego, to nawet nie prawda!

    – Ale wracając... Chodziliśmy razem do podstawówki. Pamiętam, jak to mnie się oberwało za pożar w domu tej starej baby – na jej twarzy pojawił się grymas.

    – O mój boże! Celesty! – Przytulił ją. – Nie poznałem cię! Ale się zmieniłaś!

    Odsunął się i zmierzył ją wzrokiem.

    – Na lepsze, mój drogi – zaplotła ręce.

    – Maddy, pamiętasz Cel? – Uśmiechnął się do mnie szeroko.

    – Am... Nadal mam problemy z pamięcią, więc tak średnio.

    Nie skłamałam, nie pamiętałam w całości swojego dzieciństwa jedynie jego fragmenty.

    – Och... – chyba sobie przypomniał. – Razem z Cel trzymaliśmy się, jak byliśmy mali.

    – Chwileczkę... – wtrąciła się. – Chcesz mi powiedzieć, że to jest nasza Madeline?

    – Cała ona – wskazał mnie.

    – O kurwa, że też cię nie poznałam od razu – przytuliła mnie zdecydowanie zbyt mocno.

    – Przepraszam, ale ja cię jeszcze nie pamiętam – powiedziałam, gdy się odsunęła.

    – Przez tę śpiączkę? – Już chciałam pytać, skąd wie, ale odpowiedź była oczywista. Luke. – Chodźmy gdzieś razem, teraz – zaproponowała zadowolona.

    Logan spojrzał na mnie z nadzieją na moją zgodę. Przytaknęłam więc i ruszyliśmy w trójkę na miasto.



[Rozdział 80]

    Spędziliśmy razem naprawdę długie godziny i bawiliśmy się świetnie. Przypomniałam sobie nawet trochę blondynkę z mojego dzieciństwa. Niestety, przyszła pora powrotu i rozstania, bo już nazajutrz miałam lot z Luke'm do Sydney. Celesty dała mi swój numer telefonu i kazała informować na bieżąco, bo jakby było o czym. Przeszłam próg domu, słysząc telewizor w salonie. Zapewne Ron oglądała jakiś film. Nie myliłam się. Koło niej siedziała Viv, a matka gdzie? No nieważne. Poszłam cicho do swojego pokoju i położyłam się na łóżku. To był wbrew pozorom długi i męczący dzień, choć dobrze się bawiłam. Nawet nie wiem, kiedy znużył mnie sen.

    Obudziłam się, czując coś wilgotnego na lewym ramieniu. Spałam na prawym boku, więc domyślałam się, co to może być, ale na samą myśl robiło mi się słabo. To jakiś sen? Koszmar? Zaczęłam czuć zimne dreszcze, a serce przyspieszyło mi niemiłosiernie. Nie, to nie sen skoro odczuwałam takie rzeczy.

    – Maddy? Hej, spokojnie...

    Ten głos...

    – Luke? – Spytałam, płacząc.

    – Tak. Dlaczego płaczesz? – Spytał, obejmując mnie mocniej.

    – Przez chwilę myślałam, że to jakiś koszmar i to nie ty, tylko Ha...

    Odwróciłam się szybko na drugi bok i wtuliłam w chłopaka.

    – Przepraszam, nie chciałem cię wystraszyć – w jego głosie słychać było ból i poczucie winy.

    Nie odezwałam się, bo niebyt wiedziałam, co odpowiedzieć. Wiedziałam, a nawet czułam, jak chłopak się speszył i zabrał rękę, którą mnie obejmował. Bałam się, że odejdzie przez moją głupią chorą psychikę. Zabrałam szybko jego rękę i na nowo umieściłam na sobie, dając mu znak, że nie przeszkadza mi to, a wręcz teraz tego potrzebuje.

    – Spróbuj zasnąć...

    Wyczułam jakiś podstęp w tym.

    – Ale obiecaj, że zostaniesz ze mną całą noc – uniosłam lekko głowę, by spojrzeć na niego.

    Zamyślił się chwile, co kiedyś odpowiedziałby bez zastanowienia.

    – Zostanę – pocałował mnie delikatnie w czoło i ułożył wygodniej do snu.

    Teraz sobie przypomniałam, że zasnęłam w ubraniach, więc czym prędzej chciałam się przebrać, ale zauważyłam coś...

    – Luke?

    – No? – Podniósł się na łokciu.

    – Jestem pewna, że zasypiałam w kurtce – dzięki lampie ulicznej zauważyłam, jak chłopak pobladł. – Co?

    – Bo ja... – odbiegł wzrokiem na bok. – Ja nie tego...

    – Luke? O co chodzi?

    Sama również podniosłam się na łokciu.

    – Przebrałem cię – szepnął ledwo słyszalnie. – Wybacz.

    – Nie, ok – zaśmiałam się lekko. – Dzięki – ucałowałam go w policzek i wróciłam do poprzedniej pozycji.

    Chłopak po chwilowym szoku zrobił to samo co ja.

    – Jesteś zła? – Spytał nagle.

    – Przecież mówiłam, że jest ok – odpowiedziałam z zamkniętymi oczyma.

    – Ja nie o tym... – szepnął. – Chodzi mi o Celesty i moje nieudolne wyjaśnienia na twitterze.

    – Och... – zapomniałam. – Znam Cel od dawna i nie, nie jestem zła. Mówiłam, że możesz robić, co chcesz. Poza tym mówiłeś, że powiesz mi, kiedy to przemyślisz, więc poczekam...

    – Jesteś niezwykła, ale z drugiej strony chyba wolałbym, byś była ciut bardziej zainteresowana, co robię w wolnym czasie – zaśmiał się.

    – Pf, zapomnij – odwróciłam się do niego plecami.

    Słyszałam jego cichy śmiech, a już po chwili przyciągnął mnie bliżej siebie. Tak wtuleni zasnęliśmy.







~awenaqueen~



Talks with Stranger Cz.61-70

  


[Rozdział 61]

    Siedziałam do później godziny w nocy, kiedy za oknem szalał deszcz i towarzyszyła mu burza. Cieszyłam się, że jestem w domu, a nie gdzieś poza nim. Leżałam na łóżku, aż usłyszałam ciche pukanie do drzwi.

    – Proszę.

    Drzwi się otworzyły, a do środka weszła przestraszona Olivia. Posunęłam się, robiąc jej miejsce. Zapomniałam, że moja siostrzyczka boi się burzy. Nie musiała się odzywać, po prostu weszła pod kołdrę i przykryła się po same uszy. Pokiwałam tylko głową i wróciłam wzrokiem na ekran telefonu.

sexyboylol:
A Cliffo się zakochał, a Cliffo się zakochał :P

awenaqueen:
Takie szczęście <3

penguinboy:
Chyba współczucie ;/

rainbow.unicorn:
Zaraz obaj dostaniecie po głowie -,-

awenaqueen:
Ej, ale widziałam to z tym mlekiem i lodem XD

penguinboy:
Co?

rainbow.unicorn:
Żartujesz?! O boże...

awenaqueen:
Haha, urocze <3

rainbow.unicorn:
Luke napisz czasem do Madds coś zboczonego, bo widzisz, że dla niej to jest urocze :3

penguinboy:
Aha.


    Już miałam odpisywać, gdy głos mojej siostry kazał mi spojrzeć na nią.

    – Przytulisz mnie? – Spytała cichutko.

    – Jasne – odłożyłam telefon na szafkę nocną i wedle życzenia, wgramoliłam się pod kołdrę.

    Pocałowałam ją w tył głowy i tak obie odpłynęłyśmy do krainy Morfeusza.



    – Maddy? Kochanie, czemu płaczesz? – Kucnął przy mnie i zaczął mnie głaskać po głowie, bym się uspokoiła.

    – B-Bo mama mnie skrzyczała – jeszcze bardziej się rozpłakałam.

    – Kochanie... – przytulił mnie mocno, biorąc na ręce.

    Zaczął iść ze mną w kierunku domu. Nagle zamiast być w jego ramionach, znalazłam się po drugiej stronie pasów. Spojrzałam za siebie, gdzie dostrzegłam ojca. Uśmiechał się szeroko, ale nie miał zamiaru do mnie dołączyć. Nie wiedziałam, o co chodzi, więc gdy chciałam wejść na pasy, pojawiła się masa aut. Nie potrafiłam przejść na druga stronę, jako mała dziewczynka.

    – Tato?!

    Byłam taka przerażona. Dlaczego nie chciał do mnie przyjść, gdy była pusta jezdnia? Skąd nagle tyle aut?

    – Tatusiu?!

    Nie odpowiedział. Ten uśmiech zaczął zanikać... nie, to po prostu mój ojciec zaczął znikać. Rozpływał się niczym mgła... aż w końcu zniknął na dobre.



    Zerwałam się zalana zimnym potem, a siostry już nie było obok mnie. Od wieków nie śniły mi się koszmary. Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni po coś zimnego. Na zewnątrz przestało padać albo padał bardzo delikatny deszczyk. Już miałam wracać do pokoju, gdy na telefon stacjonarny ktoś zaczął dzwonić. Od dawna go nie używaliśmy, więc poczułam się jak w tym horrorze, który oglądałam. Przełknęłam ślinkę i odebrałam niepewnie.

    – T-Tak?

    – Witam, przepraszam, że dzwonie o tej porze, ale mam złe wieści. Czy Pani Tomlinson? - Męski głos, który przyprawiał o gęsią skórkę o piątej nad ranem.

    – Tak to ja, a kim Pan jest?

    – Och, przepraszam. Jestem przyjacielem twojego ojca. Jestem lekarzem i nazywam się Corpnas Ivan.

    – Dlaczego Pan dzwoni? – Coraz bardziej martwi mnie ten telefon.

    – Chodzi o... – przerwał na moment – o Pani ojca. Jest w stanie krytyczny. Czy może podejść do słuchawki Pani brat?

    – C-Co? Co się stało?! – Wykrzyczałam przerażona.

    – Spokojnie, póki co...

    – Jak mam być spokojna, skoro mój ojciec walczy o życie?! – Po policzkach zaczęły spływać mi łzy.

    – Wiem, że to trudne, ale proszę zachować spokój. Proszę powiadomić Louis'a, musi jak najszybciej pojawić się w szpitalu.

    Dlaczego mój brat miał jechać, a ja nie?

    – Maddy, czemu się drz... – za sobą usłyszałam głos Roni, ale to olałam.

    – Ja przyjadę! – Otarłam policzki.

    – Nie, wolałbym, by przyjechał Louis. Pani może to zrobić rano. Z kim zostanie Olivia?

    No i tu mnie zgiął. Miał rację. Nie zostawiłabym Viv samej, nawet jeśli Roni mogłaby się nią zająć, ale ojciec...

    – Rozumiem... – szepnęłam ledwo słyszalnie.

    – Ciesze się. Muszę już kończyć, proszę być dobrej myśli.

    Usłyszałam pikanie, ale nie potrafiłam odsunąć słuchawki od ucha. Mój ojciec...

    – Maddy, co się stało?

    Roni podeszła do mnie i chwyciła za ramiona. Odtrąciłam ją szybko i pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam głośno płakać. Co ja powiem Viv?! Co, jeśli ojciec nie przeżyje?! Co mu się stało?! Dlaczego nic mi nie powiedział! Tak wiele pytań zalewało moje myśli, a z każdym kolejnym bez odpowiedzi, tonęłam coraz bardziej w rozpaczy.

    – Boże, Maddy... – poczułam, jak Roni kładzie się obok mnie i mocno obejmuje.

    Dlaczego moje życie było tak bardzo skazane na porażkę?

    – Dlaczego zawsze ja?! – Wyłkałam.

    – Cii. Gdzie Lou?

    Pokręciłam tylko głową w odpowiedzi. Nie miałam pojęcia, gdzie jest, a miałam go poinformować.

    – Zadzwoń do niego z mojego numeru – podniosłam się na łokciu, ale łzy zasłaniały mi widok.

    Dziewczyna sięgnęła mój telefon z szafki i mi go podała, wybierając uprzednio numer Louis'a. Jak na złość nie odbierał.

    Cisnęłam urządzeniem o ścianę i znów się położyłam. Co za idiota! Wtedy, kiedy jest potrzebny, to go nie ma! Mój sen miał jakieś przesłanie... i wtedy doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.



[Rozdział 62]

    Ostatni raz, jeden ostatni, nigdy więcej nie miałam już cierpieć, nikomu nie przynieść cierpienia. Czy to nie dobra wiadomość? Kto by za mną tęsknił? Tyle cierpienia...



    – Harry, c... co robisz? – Obraz miałam zamazany, nawet nie wiedziałam, gdzie się znajduje.

    – Cichutko, Maddy – szepnął na moje ucho.

    Poczułam coś ciepłego na swoim brzuchu. To jego ręka? Czemu mnie dotykał?

    – Przes... tań... – siliłam się, by nie zasnąć, choć to było coraz trudniejsze.

    – Co ci szkodzi? – Coś wilgotnego dotknęło mojej szyi. – I tak już robiłaś to nie raz... Jedna noc, nic więcej, kochanie...



    Obrzydzenie... Brzydziłam się sama siebie. Wszędzie czułam jego dotyk, chociaż starałam się udawać silną, wewnątrz brzydziłam się. Nawet nie wiedziałam, czy do czegoś doszło, ponieważ odpłynęłam. Byłam skończona, tak jak moje życie zostać miało zaraz skończone.



– Maddy? – Viv zatrzymała się w połowie schodów, widząc matkę. – Co ona tutaj robi?!

– Więcej szacunku! – Warknęła nasza, pożal się Boże, rodzicielka.

– Stara krowa! – Krzyknęła i pobiegła na górę.

– Ja też chciałabym wiedzieć, co tu robisz? – Zaplotłam ręce pod piersiami i spojrzałam na nią wymownie.

– Przyjechałam po Olivię. Zgodnie z pismem od mojego prawnika – uśmiechnęła się wrednie.

– Nie oddam ci jej – wrzasnęłam, ale zakręciło mi się w głowie i po prostu upadłam.



    Byłam tak żałosna, że nawet nie potrafiłam walczyć o bliskie mi osoby. I ja się dziwiłam, że mnie opuścił? Straciłam wszystko, byłam zerem... Skończonym zerem...



"Wybacz, Luke. Nie mogłam inaczej.
Kocham cię za wszystko, co dla mnie zrobiłeś."



[Rozdział 63]

    /gwiazdki oznaczają, że upłynęło ileś czasu pomiędzy jedną a drugą\

    *Słyszałam wiele, bardzo wiele. Krzyk, płacz, prośby... Nie mogłam odpowiedzieć, nawet nie chciałam. Nie wiem, co się ze mną działo, pewnie nic dobrego. Nie mogłam otworzyć oczu, powieki były zbyt ciężkie. Czy dopięłam swego?

    *Od jakiegoś czasu czuje się jak w jakieś próżni. Ciemność i echo. Wszystko, co przechodziło przez moje myśli, dosłownie roznosiło się echem w ciemnościach. Nadal nie mogę otworzyć oczu, nadal nie chcę tego robić, choć ta ciemność zaczyna mnie powoli przerażać.
Nie słyszę już nawet żadnych głosów z zewnątrz, żadne bodźce do mnie nie docierają, Nie czuję ciepła, ani zimna. Nie czuję bólu, nie przejmuje się niczym. Czy to znaczy, że umarłam? Jestem wreszcie we własnym piekle?

    *Wszystko się zmieniło, zaczynałam powoli czuć się dziwnie. Rozmyślałam czy dobrze zrobiłam, zostawiając Luke'a samego? Powinnam była odejść? Te wszystkie pytania zaczęły przewijać się bardzo często przez moje myśli, a ja znów zaczynałam odczuwać wszystko, co odczuwałam, żyjąc. To zły znak.

    *Luke?
    Wołałam cicho. Tu jest za ciemno, boje się. Od czasu do czasu słyszę dziwne głosy, wariuje? Da się zwariować we własnym piekle? Pewnie da. W końcu to miejsce jest odwrotnością raju, prawda?
Nie wiem, dlaczego go wołałam, dlaczego jego, a nie kogoś innego. Potrzebowałam poczuć się znów bezpiecznie, leżąc obok niego, czując silne ramiona obejmujące mnie.

    *Ile to już minęło? Nie potrafię liczyć tutaj czasu, ale raczej dużo. A może tak tylko myślę? Zwinęłam się w kłębek. Na co ja czekam? Co dalej? Wiecznie będę obserwować tę ciemności i słyszeć te dziwne głosy? Tato? Ty jesteś w niebie? Istnieje coś takiego w ogóle?

    *Głosy rozsadzały mi głowę. Nadal nie potrafiłam ich zidentyfikować, nie znałam ich. Czasem potrafiłam usłyszeć sensowne zdanie, ale zazwyczaj były to bełkoty, głośne bełkoty. Ostatnie, co udało mi się dosłyszeć, brzmiało: "Kocham ją, a ty kim jesteś?"
Mówią o mnie? Kto to? Może ja nadal żyje?

    *Znów udało mi się coś usłyszeć, tym razem to była zdecydowanie dziewczyna.
"Jest żałosna"
Jestem... Uciekłam do mroku, w którym wcale nie jest lepiej. Ale... przed czym ja w sumie uciekłam?

    *"Obudź się, a zobaczysz, że już zawsze będę przy tobie"
Ten głos... znam go. Czuje, że znam bardzo dobrze, jest taki aksamitny, spokojny, anielski. Mój własny anioł w piekle. Pragnę słyszeć ten głos, który daje mi siłę, bym zobaczyła, do kogo on należy. Jeśli wrócę, to będzie ze mną zawsze? Chciałabym spełnić twoje życzenie... Luke?



[Rozdział 64]

    Zaczynałam widzieć, wreszcie miałam odrobinę sił, by otworzyć oczy, ale tylko minimalnie. Wszystko było zamazane i takie jasne. Wreszcie jasne. Ciemność zniknęła. Zamknęłam jednak powieki nie mając więcej sił, by utrzymać je otwarte. Słuch też mi się polepszył i okazało się, że to nie omamy, oni naprawdę rozmawiali. Słyszałam głosy wielu ludzi, których nie znałam...

    – Znowu tutaj jesteś?! – Warknął jakiś chłopak. – Wynoś się stąd! – Do kogo on się tak odnosi?

    – Louis, uspokój się stary... – kolejny nieznany mi głos.

    Gdzie mój anioł? Usłyszałam kroki, które zdecydowanie wskazywały na kobietę. Wyszła.

    – Hej, siostrzyczko – przywitał się ten drugi głos.

    To mógł być mój brat, tak sądzę.

    – Przestań, ona cię nie słyszy – skomentował... Louis?

    Powinnam go znać?

    – Hej – do sali weszła młoda dziewczyna. Musiałam przyznać, że miała ciekawy głos.
    
    – Jeszcze mi powiedz, że Luke też przyjdzie, to się wkurwię – nie rozumiałam, dlaczego ten Louis był tak wrogo nastawiony. O co mu chodziło?

    – Hej, maleńka – przywitał się z kimś... mój brat? To wszystko było takie dziwne.

    – Hej, kotuś... – odpowiedziała mu.

    – Wyjdę, ale nie zostawajcie na długo – zakomunikował Louis i wyszedł.

    – Co z nią? – Spytała, biorąc moją rękę.

    – Bez zmian... Gdzie Luke?

    – Widziałam go na dole palącego – westchnęła.

    – To on pali? – Zdziwił się.

    – Ty jesteś jego kumplem, a nie ja, nie pytaj mnie – prychnęła.

    – Ugh, czemu musimy się spotykać w takich okolicznościach... Liczyłem, że spotkamy się w Syd albo coś... – jęknął niezadowolony. Gdybym mogła, to bym się zaśmiała.

    – Michael, jesteś powalony.

    Więc tak ma na imię.

    – Też cię lubię, maleńka. 

    Czy on ją pocałował?! Ludzie, ja tu leżę i słyszę!

    – Boże, Mike! – Pisnęła.

    – Co?

    – Ona poruszyła ręką! 

    Udało mi się wreszcie?

    – Idę po wszystkich! – Zakomunikował i zniknął za drzwiami, bo usłyszałam zamykanie ich.

    – Maddy, jak dobrze... Tyle wszystkim napędziłaś stracha – poczułam na sobie ciężar, a po chwili znów poczułam otaczającą mnie ciemność. Chyba poszło coś nie tak...



[Rozdział 65]

*RONI*



    Przytuliłam ją delikatnie, a po chwili ona przestała oddychać. To znaczy, tak mi się zdawało, bo maszyny zaczęły piszczeć, a jej klatka piersiowa się nie unosiła. Szybko zaczęłam wzywać lekarzy, a ci zaczęli ją reanimować. Na korytarzu pojawili się uśmiechnięci chłopcy, a ja stałam zalana łzami.

    – R-Roni co się dzieje? – Spytał Mike, potrząsając mną za ramiona.

    Wszyscy spojrzeli przez szybę do sali, w której leżała nasza wspólna przyjaciółka. Louis przyłożył dłonie do szkła, a Luke wgapiał się tępo w dziewczynę. Przerażał swoim wyglądem. Blada cera, czarne ubrania i ten kaptur na głowie, zdecydowanie nie było z nim dobrze.

    – Maddy... – szepnął Mike. – Przecież się poruszyła... Co się stało, gdy wyszedłem?

    – J-Ja ją tylko p-przytuliłam... Nagle jej serce stanęło – załkałam.

    Obwiniałam się o to. Gdzieś w środku myślałam, że przez przypadek to ja jej wyrządziłam krzywdę.

    Nagle z sali wychodzą lekarze, a my czekamy jak na ścięcie. Udało się? Czemu ich miny wskazywały na coś zupełnie innego?

    – Proszę powiedzieć, że żyje... – Louis był na granicy wytrzymałości.

    – Tak, ale... – doktor spojrzał na stetoskop, który trzymał w dłoniach.

    – Ale? – Drążył Michael.

    – To wygląda tak, jakby dziewczyna sama nie chciała się obudzić. Nic nie zagraża jej życiu i te nagłe zatrzymanie akcji serca... nie znamy jego przyczyny – spojrzał na wszystkich smutno. – Przykro mi, ale będzie musiała zostać przeniesiona do innej sali. W każdej chwili może się to powtórzyć – oznajmił. – Louis? – Zwrócił się do chłopaka. – Zrobię co w mojej mocy, by pomóc twojej siostrze ze względu na wieloletnią przyjaźń z waszym ojcem. Uratujemy ją.

    Poklepał go po ramieniu i poszedł. Wszyscy nie mogliśmy się ruszyć. Ona nie chciała do nas wracać i to każdego gryzło.

    – A! I jeszcze jedno – lekarz się cofnął. – Do sali, do której ją przeniesiemy, nie można wchodzić. Nie będziecie mogli jej odwiedzać przez jakiś czas.

    – C-Co? – Przeraził się Luke.

    – Przykro mi, to mogło mieć wpływ... usłyszenie waszych głosów mogło podziałać na nią odstraszająco. Mogła się bać obudzić ze względu na was.

    Wszyscy się przerazili. Więc jednak to mogła być moja wina. Zamknęłam powieki i zaczęłam znów płakać. Usiadłam na krześle i schowałam twarz w dłoniach.



[Rozdział 66]

    Poczułam się lepiej, ale... już nie było żadnych głosów. Dlaczego? Ta cisza była jeszcze bardziej przerażająca niżeli słyszenie głosów. Gdzie wszyscy? Gdzie... mój brat? Anioł? Ta dziewczyna? Zostawili mnie? Zastanawiałam się, jaki miał głos mój Anioł. Zapomniałam. Dlaczego zapomniałam?

    – J-Ja nie wytrzymam – wreszcie słyszę głos, piękny głos. Dlaczego był taki smutny i płakał? – Błagam, obudź się, j-ja dłużej tego nie zniosę... Proszę, Maddy...

    – Co Pan tutaj robi?!

    Jakaś pielęgniarka na niego warknęła.

    – Proszę cię... Chce znów usłyszeć twój głos, nie chcę oddechu, wole usłyszeć jak mówisz moje imię, jak się śmiejesz, jak płaczesz... cokolwiek bylebyś wreszcie zrobiła coś innego niż spała – czułam przyjemne ciepło na dłoni.

    Chciałam go przytulić i powiedzieć 'przecież już nie śpię', ale nie miałam na to sił.

    – Proszę stąd wyjść, zanim wezwę ochronę!

    Nie wyrzucajcie go, proszę... Nie teraz, kiedy sobie przypomniałam jego głos. Usłyszałam, jak ktoś się szarpie.

    – MADDY, BŁAGAM! – Wrzeszczał, a we mnie coś pękło.

    Zebrałam w sobie wszystkie siły, jakie miałam, a nawet więcej. On cierpiał przeze mnie. Całą swoją energię przeznaczyłam na to, by poruszyć ręką, by dać jakikolwiek znak, że ich słyszę. Ale czy ktoś to widział, nim opadłam z sił?



[Rozdział 67]

    Otworzyłam oczy, wreszcie to zrobiłam. Było ciemno, znów ciemno. Ale widziałam zarys jakichś przedmiotów. Lampy na suficie, szafki przy ścianach. Wreszcie coś widziałam mimo ciemności. Nie na długo przyszło mi się tym nacieszyć, bo ostatnie co pamiętam, to pikanie maszyny, a potem zapadłam w sen.

    Usłyszałam czyjeś kroki w pomieszczeniu.

    – Bez zmian – szepnął zawiedziony.

    – An... – mruknęłam, choć planowałam powiedzieć słowo w całości.

    – Słucham? – Pochylił się. – Boże, wybudza się...

    – Gdzie...? – Siłowałam się ze zmęczeniem, by otworzyć powieki, by spytać o to, co nurtowało mnie już w nocy.

    – Spokojnie, jesteś w szpitalu. Miałaś mały wypadek, ale już jest w porządku – dotknął mojego ramienia, a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny prąd.



    "– Jesteś piękna, Maddy..."



    Wydarłam się głośno, przypominając sobie obleśny dotyk jakiegoś chłopaka. Zaczęłam wiercić się energicznie na łóżku, krzycząc, by mnie zostawił.

    – Spokojnie! Aria, szybko, morfina! – Zawołał do kogoś, a ja nie potrafiłam się uspokoić.

    Nagle zaczęłam czuć się otępiała i... znów senna...

    – Już dobrze, śpij... – pochylał się nade mną.

    – Luke...

    Miałam dosyć spania i bezsilności. Nawet nie mogłam nic powiedzieć.



[Rozdział 68]

    Otwierając powieki po raz kolejny, czułam się znacznie silniejsza niż poprzednim razem. To dobry znak, racja? Rozejrzałam się po pomieszczeniu, bo nie przypominał poprzedniego. Zobaczyłam kogoś w rogu na sofie. Chłopak w kapturze spał skulony. Był dzień, a on spał. Możliwe, by był przy mnie cały czas?

    Nagle drzwi się otwierają, a do środka wchodzi chłopak z fioletowymi włosami, niska dziewczyna i jakaś ładna blondynka.

    – Cicho! – Szepnęła niska brunetka. – Luke śpi.

    Więc tak on wygląda? To jest ten Luke?

    – Mogłaby już się obudzić, nie znoszę przebywania w szpitalach – mruknęła blondynka, opierając się o ramę łóżka w nogach.

    Postanowiłam poudawać, że śpię.

    – Nikt nie kazał ci tu przychodzić – skarcił ją...

    – Mike? – Szepnęłam.

    Wszyscy na mnie spojrzeli i rozdziawili usta.

    – O mój boże – dziewczyny zakryły sobie usta, a chłopak zamrugał.

    – T-Tak! – Podszedł szybko. – Jak się czujesz?
    
    – Mm... Bywało lepiej, ale bolą mnie ręce – Spojrzał na nie, smutniejąc.

    – To zrozumiałe... – powiedział cicho.

    – Maddy? – Zza niego usłyszała anielski głos.

    Podszedł i stanął obok mojego brata, patrząc na mnie z niedowierzaniem.

    – Nigdy więcej tak nie rób! – Po jego policzku spłynęła łza. Zagryzł wargę, by nie rozryczeć się bardziej.

    – Luke, to nie czas na to – Michael postanowił go upomnieć.

    – Za dużo was tut... – do sali wszedł lekarz i zdziwił się, widząc mnie w pełni świadomą. – Maddeline, jak dobrze! Powiedz, co czujesz?

    – Bolą mnie ręce, głowa i wolałabym, by mnie nikt nie dotykał – przypomniałam sobie ten incydent.

    Wzdrygnęłam się.

    – Spokojnie, jesteś wśród przyjaciół. Poznajesz ich? – Przebiegłam wzrokiem po wszystkich,

    – Przyjaciół?

    Wszyscy spojrzeli po sobie, dziwiąc się jeszcze bardziej.

    – Ej, no mnie chyba znasz, nie żartuj – zaśmiał się nerwowo fioletowowłosy.

    – Jesteś moim bratem? – Spytałam, a wszyscy zamarli.

    – Nie pamiętasz nas... – wyraz twarzy Luke'a wskazywał na ogromny ból.

    – Podczas ostatniego przebudzenia wspominałaś imię 'Luke', pamiętasz? – Spytał lekarz, zajmując miejsce Michael'a.

    – Am... – zaczęłam rozmyślać. – Pamiętam imię i głos...

    – To już coś... A co z resztą? Pamiętasz Louis'a? Olivię? – Kontynuował.

    – Nie... – zamknęłam powieki, czując narastający ból głowy.

    – Dobrze, damy ci środki przeciwbólowe, a teraz wyjdźcie, musi odpocząć, to zbyt wiele na początek – poprosił wszystkich.

    – Nie! – Krzyknęłam.

    Wszyscy się zatrzymali i spojrzeli na mnie dziwnie.

    – O co chodzi? – Spytał lekarz.

    – Czy Luke może zostać? – Spytałam nieśmiało.

    Lekarz spojrzał na chłopaka, który zgodził się ochoczo. Wszyscy opuścili salę, a Luke'owi kazano być ostrożnym.

    Usiadł przy moim łóżku i patrzył na mnie z lekką nadzieją w oczach.

    – Pamiętam, co mówiłeś – odezwałam się.

    – W sensie? – Ściągnął brwi.

    – Prosiłeś mnie, bym się obudziła. O, i pamiętam, jak usłyszałam twój głos pierwszy raz bardzo wyraźnie. Mówiłeś, że zostaniesz przy mnie na zawsze – uniósł wysoko brwi.

    – Słyszałaś to wszystko?

    – Am, nie wiem, czy wszystko, ale na pewno kilka razy twój głos. Zapadł mi w pamięci...

    Przyłożył czoło do materaca, tuż obok mojej ręki. Nie odezwał się, a mnie korciło, by przejechać ręką po jego głowie... Nie powstrzymałam się. Kosztowało mnie to sporo wysiłku, bo bardzo bolała mnie ręka, ale chęć dotyku była większa od bólu.

    – Maddy, chciałbym cię dotknąć, przytulić, położyć się obok, ale nie mogę. Boisz się dotyku...

    – Nie boję się ciebie... Jesteś moim przyjacielem?

    Uniósł głowę, przez co moja ręka upadła na materac, a ja zawyłam z bólu. Pojedyncza kropla słonej cieczy spłynęła po moim policzku.

    – Boże, przepraszam, nie chciałem – chwycił delikatnie rękę i ucałował mnie w wierzch nadgarstka. Tam, gdzie był bandaż...

    – Połóż się – poprosiłam, a on po chwili namysłu wykonał moją prośbę.

    Nie miałam sił, by sama się przesunąć, więc mi pomógł, umiejscawiając się obok mnie. Objął mnie delikatnie ramieniem, a głowę umieścił w zagłębieniu mojej szyi.

    – Bałem się, cholernie się bałem, że cię straciłem.

    – Już jestem – dotknęłam swoją lewą ręką jego prawej, którą mnie obejmował.

    – Kocham cię... Nigdy więcej tego nie rób – pocałował mnie w skroń.



[Rozdział 69]

    Po około tygodniu zostałam wypisana ze szpitala. Odwiedziła mnie przez ten czas masa ludzi, ale nikogo z nich nie kojarzyłam. Luke wydawał mi się najbardziej znajomy, no i Michael. Dowiedziałam się jedynie, że nie był moim prawdziwym bratem, ale tak się poczuwał. Za to Louis nim był. Bardzo go zraniłam, Roni mówiła, że wyjechał, by odpocząć, ale tak naprawdę wiedziałam, że miał mnie dość.

    Spojrzałam na swoje nadgarstki, które były zapełnione bliznami starymi, jak i tymi świeżymi. Pamiętałam, co się wydarzyło, ale udawałam, że jest inaczej.

    – Maddy? – Zakryłam nadgarstki swetrem i spojrzałam na Luke'a.

    – Hm?

    Podszedł do mnie i odkrył je. Pochylił się i zaczął scałowywać moje blizny.

    – Luke, nie...

    – Obiecałaś, że tego więcej nie zrobisz... – przerwał, patrząc w moje oczy.

    – Przepraszam, nie pamiętam – zwiesiłam głowę.

    – Na pewno chcesz z nią zamieszkać? – Zmienił temat.

    – Tak, może naprawdę się zmieniła. Każdy z bliskich mówił mi, jaka jest podła i ile krzywd nam wyrządziła, ale Liv twierdzi, że jest inna, od kiedy ma nowego faceta. Chcę spróbować, Luke – posłałam mu lekki uśmiech.

    – Chodźmy, musimy już jechać – pocałował mnie w czoło i wziął moją walizkę.

    Może Louis też nie mógł pojąć, dlaczego chcę zamieszkać z matką? Byłam zapewne głupia i naiwna, ale to nie moja wina, że nic nie pamiętałam ze starego życia. No, może po części tak...



***



    Dolecieliśmy do Ramsey i weszłam do małego domku, w którym mieszka moja rodzicielka z siostrą. Roni również mieszkała niedaleko, taki plus. Luke uparł się, że również zamieszka w pobliżu. Chłopacy mieli się niedługo tutaj przenieść, miałam nadzieję, że nie ze względu na mnie, bo czułabym się okropnie. Tyle dla mnie robili, a ja nawet ich nie pamiętałam. To musiało ich boleć.

    – Maddy! – Krzyknęła Olivia, przytulając się do mnie.

    W tym momencie dostałam przebłysk wspomnień. Gdyby nie silne ramiona Luke'a to pewnie runęłabym na ziemię.

    – Co się dzieje? – Spytał przestraszony.

    – Mm to nic... Tylko sobie coś przypomniałam.

    Przez coś miałam na myśli widok mojej siostry leżącej na podłodze i krew, która zaczynała się zbierać. Tak, pamiętałam ten moment, aż za dobrze...

    – Wszystko ok? – Chciał się upewnić, nim mnie puścił.

    – Tak, Luke – przewróciłam oczami.

    Zastanawiałam się, czy on zawsze taki był?

    – Jesteś wreszcie – w przedpokoju pojawiła się moja matka.

    W pierwszej chwili jej głos był jakby cierpki, co spowodowało ciarki na moich plecach. Miałam chęć stąd uciec, mając złe wspomnienia, których teoretycznie nie pamiętam, ale te dziwne przeczucie, że nie powinnam jej ufać, nie dawało mi spokoju.

    Podeszła do mnie i niepewnie przytuliła. Przez chwilę nie wiedziałam co myśleć, czy naprawdę się zmieniła, czy to tylko taka gra. Objęłam ją delikatnie, wzdychając.

    – Olivia, pokaż siostrze pokój, a ja w tym czasie zajmę się zrobieniem czegoś do picia.

    Może tam coś dosypie?

    – Nie, ja nic nie chcę – zaprotestowałam szybciej, niżeli bym tego chciała.

    – Och, dobrze – uśmiechnęła się smutno, zmierzając do kuchni, jak mniemam.

    Powoli poszłam za siostrą, która otworzyła drzwi od mojego nowego pokoju. Był bardzo przytulny. Duże okno, a za nim drzewo, przez które mogłabym się wymykać. Zachichotałam pod nosem na tę myśl.

    – Co cię rozbawiło? – Sam Luke postanowił się uśmiechnąć, odstawiając moją walizkę pod ścianę.

    – Am, nic. Dziwne myśli o uciekaniu przez okno – prychnęłam.

    – O łóżko ja zadbałam, bo jak Luke będzie stałym bywalcem, to wiesz – machnęła ręką.

    Chłopak zaczął się śmiać pod nosem, spuszczając głowę.

    – Dzięki, Liv – dziewczyna spochmurniała jakbym powiedziała coś złego.

    Nagle do mnie podeszła i mocno przytuliła. Objęłam ją, nie rozumiejąc zbytnio, co zrobiłam nie tak.

    – Wróci ci pamięć, prawda? – Spytała cicho.

    Luke odsunął się i podszedł do okna.

    – Jasne, musi wrócić, bo wszyscy na to liczą – potarłam jej plecy ręką.

    Odsunęła się i uśmiechnęła.

    – To dobrze. Luke, ja mam pokój za ścianą, więc gdybyście w nocy za bardzo nie szaleli, to byłabym wdzięczna – czułam, jak moje policzki zaczynają robić się czerwone.

    Chłopak tylko na nią spojrzał i zaczął się głośno śmiać.

    – Maddy? – Już wychodziła, gdy nagle się odwróciła do mnie.

    – Hm?

    – Stara ty nie mówiła na mnie „Liv" tylko „Viv" – wytłumaczyła. – Twierdziłaś, że tamto jest zbyt oklepane, a do mnie bardziej pasuje to drugie.

    Wyszła z pokoju, nie dając mi szansy odpowiedzenia. Przez przypadek znów powiedziałam coś złego, co kogoś zraniło.

    – Nie przejmuj się, przypomnisz sobie wszystko, pomogę ci w tym – podszedł do mnie i uchwycił moją twarz w dłonie.

    – Dziękuję, Luke, że mi pomagasz – wtuliłam się w niego.

    – Od tego mnie masz – wiedziałam, że w tym momencie się uśmiecha.



[Rozdział 70]

rainbow.unicorn:
Hej kochanie me :D

ilovesleepx:
Co? Przecież ty zawsze „maleńka" piszesz. Wtf?

rainbow.unicorn:
Weszliśmy na etap KOCHANIA się KOCHANIE <3
xx

ilovesleepx:
Dobrze się czujesz? XD

rainbow.unicorn:
Wyśmienicie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
*załącznik*

ilovesleepx:
Chory człowiek pozostanie chorym człowiekiem.

rainbow.unicorn:
Spłodzimy dziś małego Clifforda?
No chodź zrobimy to!

ilovesleepx:
Hahaha, ja pieprze, oglądałeś krainę lodu XD

rainbow.unicorn:
Przed chwilą, ale nie zmieniaj tematu :3

ilovesleepx:
Po pierwsze, jesteś w Sydney, a ja w Ramsey.
Po drugie, nie dam się zapłodnić baranie.

rainbow.unicorn:
No ale ej :( Mamy nowy etap związku.

ilovesleepx:
Etap to możesz mieć dojrzewania.

rainbow.unicorn:
Paskudna kobieta...
Przyjdzie w końcu dla nas taki dzień. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Że do swych majtek dopuścisz mnie ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)
Porucham sobie, dobrze o tym wiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)( ͡° ͜ʖ ͡°)

ilovesleepx:
Poeta Gordon, brawo <3

rainbow.unicorn:
Hy hy :3
Ale liczę, że pewnego dnia popiszemy na zboczone tematy :(

ilovesleepx:
W twoje urodziny zrobię ci ten zaszczyt xx

rainbow.unicorn:
:O
Ily <3

ilovesleepx:
I know, kotuś ;*







~awenaqueen~