środa, 15 grudnia 2021

This Cat Cz.11-20

  

[Rozdział 11]

    – Twoja mama nie miała problemu, z tym że przyjdę? – spytał, siedząc na kanapie w salonie.

    Nogę miał zarzuconą na drugą, gdzie to kostka spoczywała na kolanie. Łokciem natomiast podpierał sobie głowę, na podłokietniku. Był bowiem znudzony i nie uśmiechało mu się siedzeniu u Camilli więcej niżeli było to konieczne.

    – Gdy dowiedziała się, że jesteś tylko rok starszy, to odetchnęła z ulgą – zaśmiała się, biorąc kota na ręce.

    – Spoko – westchnął.

    Odwrócił wzrok na coś innego. Starał się nie patrzeć na dziewczynę, gdyż czuł się nieco nieswojo w jej towarzystwie, co oczywiście irytowało go niezmiernie. Oglądał pomieszczenie i był pewien, że wychodząc, będzie znał położenie najmniejszej rzeczy na pamięć.

    – Wiesz co? – usiadła na fotelu obok niego.

    Co go zdziwiło, to fakt, że była bez kota. Przyciągnęła nogi i objęła ramionami. Skusił się i spojrzał na jej twarz, czego pożałował, jak się spodziewał. Dziewczyna zagryzała uwodzicielsko wargę, nie zdając sobie z tego nawet sprawy.

    – Nie – odpowiedział, szukając wzrokiem kota.

    – Pomyślałam, że bawienie się w podchody jest dla dzieci – chłopak ściągnął brwi, nie rozumiejąc. Spojrzał znów na nią, ale tym razem był po prostu ciekaw, o co jej chodzi.

    – W sensie, że co? – potrząsnął głową.

    – Planowałam od rana, jak wyciągnąć cię na spotkanie i się do ciebie zbliżyć, ale stwierdzam, że te podchody są bez sensu – wzruszyła ramionami, jakby to, co mu właśnie powiedziała, było błahostką.

    – Żartujesz? – prychnął.

    – Ja wiem, Emmi wspominała, że niezbyt lubisz poznawać ludzi, ale mnie to cholernie zaintrygowało, ok? – pochyliła się.

    Michael przełknął nerwowo ślinę. Od dnia, w którym otworzyła mu drzwi, był pewien kłopotów z nią. Nie mylił się.

    – Nie jestem aż tak interesującą osobą – odpowiedział zmieszany.

    – Owszem, jesteś. Cholera – wstała – jesteś moim przeciwieństwem!

    – Zgodzę się.

    – A przeciwieństwa się przyciągają, więc nie dziw się mi, że mnie zaintrygowałeś – zaśmiała się, siadając obok niego. – Dlatego też chcę cię zrozumieć.

    – Nie da się – pokręcił głową z uśmiechem. – Jakby się dało, to miałbym teraz święty spokój.

    – Ja dam radę – ich spojrzenia się skrzyżowały.

    Widział w jej oczach swą przegraną. Nie miał żadnych szans przy obecnym uporze nastolatki. Znał ją lepiej niż ona jego, dlatego nie musiał nawet udawać, że jest inaczej.

    – Nie będę ci niczego ułatwiał – oznajmił z pustym wzrokiem wlepionym w podłogę.

    – Nie proszę o to. Bądź sobą, a ja gwarantuje, że naprawię twoją wiarę w ludzi.

    – Że co? – znów się zdziwił. – Ja jej nie straciłem – parsknął śmiechem. – Ja po prostu nie potrzebuje nikogo, chcę być sam i tego nikt nie rozumie.

    – Ja również – odparła natychmiastowo.

    – No więc nawet nie próbujesz. Już przegrałaś. – westchnął, odchylając głowę.

    Pogubił się już w jej słowach. Sam nie wiedział, czego ona chce, a z drugiej strony z nikim jeszcze tak nie rozmawiał. Czuł, że mur, który odbudował, znów zaczyna się walić. Cegła po cegle.

    – Już pora na m... – wstawał, gdy ręką dziewczyny była szybsza.

    Stanęła naprzeciwko niego z wystawioną dłonią.

    – Powiedziałam, że chcę cię zrozumieć, a nie że rozumiem. Poznam cię i wtedy albo zaakceptuje twój punkt widzenia, albo go obalę. Tak czy owak, obiecuję ci to.

    Usta Michaela się rozchyliły z nadmiaru wrażeń. Jeśli myślał, że wtedy się zagubił w jej słowach, to teraz był po prostu łysy. Nie rozumiał, co nią kierowało, czego chciała? A może się tylko bawiła i znała jego sekret?

    – Jesteś dobitnie szczera, wiesz? – westchnął, przeczesując włosy palcami. – To, co mi teraz powiedziałaś, sprawi, że będziesz mieć pod górkę.

    – Wiem, ale jestem uparta i...

    – Cholernie irytująca – dopowiedział.

    – Cokolwiek – zaśmiała się. – Nie poddam się, dopóki cię nie zrozumiem.

    – Dlaczego w ogóle tego pragniesz – wreszcie wstał z kanapy.

    – Bo wkurzasz mnie, Michaelu Cliffordzie – zmrużyła powieki. Po plecach czerwonowłosego chłopaka przeszedł dreszcz.

    – To nie zwracaj na mnie uwagi – wyminął ją i chwycił kota, który mył się w korytarzu.

    – W tym sęk, że twój brak zainteresowania przyjaźnią mnie tak irytuje, że mam ochotę walnąć się w łeb – fuknęła.

    Ich rozmowa ze spokojnej szybko przerodziła się w kłótnie. Żadne z nich nawet nie zwróciło na ten fakt uwagi, więc nawet nie wiedzieli, dlaczego tak się stało.

    – Zajmij się sobą, co? – warknął.

    – Zajmę się tobą – stanęła blisko niego.

    – Powodzenia, dziewczynko – prychnął.

    – Dziękuję – uśmiechnęła się wrednie. – Pokaże ci, jak ważne jest posiadanie drugiej osoby – szepnęła, jakby do siebie.

    – Co ty możesz wiedzieć o potrzebie drugiej osoby?

    W tamtym momencie oboje przebudzili się z amoku. Dotarło do nich, co stało się ze spokojną rozmową i gdzie ona wylądowała. Dziewczyna rozchyliła oczy zdziwiona słowami Michaela, zupełnie jak on sam. Wiedział, że powiedział o jedno zdanie za dużo, a ona otworzyła rany, które były ledwo co zagojone.

    – Prze-Przepraszam – odezwała się pierwsza ze skruchą. – Nie chciałam – złapała się za łokieć.

    Czuła jak coś rozrywa ja od środka. W jej głowie zaczęły pojawiać się pytania, które ją niszczyły. Czy to dlatego nikt nie chce się ze mną przyjaźnić? Dlatego każdy się boi? Jestem zbyt nieprzewidywalna? Jestem chamska dla każdego, kto przebywa ze mną dłużej? To wina mojego charakteru? Co ja tak naprawdę o nim wiem?

    – Cześć – wyszedł pośpiesznie.

    Krótko po tym, po policzkach dziewczyny zaczęły spływać łzy, a ona sama osunęła się na podłogę. Nie zwróciła uwagi, kiedy gość opuścił jej dom, była zbyt pochłonięta myślami.



[Rozdział 12]
    
    Przez kilka kolejnych dni, Michael unikał jakiegokolwiek kontaktu z Camillą, gdy ona robiła wszystko by zwrócić na siebie jego uwagę. Czuła, że nawaliła i poruszyła delikatny temat, ale nie do końca wiedziała jaki. O czym nie powinna była przy nim mówić?

    Jak na złość, Alan nie pojawiał się w szkole. Emmi wyjaśniła przyjaciółce, iż jej chłopak jest chory. Rudowłosa dziewczyna była podekscytowana zbliżającymi się urodzinami Alana, że nawet nie zwróciła uwagi na stan Camilli. Albo po prostu była przyzwyczajona do widoku smutnej przyjaciółki. Często skarżyła się na ludzi, którzy od niej uciekają, więc Emmi tym razem nie zauważyła różnicy.

    – Alan cię polubił, więc musisz iść ze mną na jego imprezę – objęła Cam ramieniem.

    Liczyła, że dziewczyna uśmiechnie się na ten fakt, ale ona wyglądała jak wyrwana z rzeczywistości. Wtedy właśnie rudowłosa zrozumiała.

    – Coś się stało? – spytała, zatrzymując się na środku korytarza.

    – Co? A, nie... – Poprawiła swoją torbę na ramieniu.

    – Przecież widzę. Liczyłam, że będziesz cieszyć się z zaproszenia na imprezę przez mojego chłopaka. Alana. Kogoś z kim się nie przyjaźnisz – wymachiwała ręką przed jej oczami. – Co z tobą?

    – Przepraszam – potrząsnęła głową. – Moje myśli są zajęte przez coś zupełnie innego. Cieszę się, jasne, że tak, ale... To jakiś kiepski moment – westchnęła. – Przepraszam?

    – Nie jestem zła, jestem po prostu zdziwiona – spojrzała na nią podejrzliwie. – Nie powiesz mi, w czym leży problem, mam rację?

    – Jeszcze nie – zagryzła wargę.

    Z jednej strony, Emmi wiedziała o prośbie Alana do Camilli, ale z drugiej brunetka wcale nie miała ochoty opowiadać o swojej porażce.

    Porażce? Nie mogę się poddać, nie teraz.

    Skarciła się za myślenie o przegranej i jeszcze bardziej zezłościła. Odwróciła się na pięcie i ruszyła do klasy. Postanowiła walczyć do upadłego. W końcu musiało znudzić się Michaelowi ignorowanie jej... Prawda?

~*~

    – Tak, wpadaj. Narka.

    Alan z uśmiechem wyszedł z klasy i ze sprawdzianem w ręce, szedł do domu. Sprawdzał, jak mu poszło, przez co wpadł na swoją dziewczynę.

    – Hej, kochanie – złożył szybkiego całusa na jej ustach. – Co ty taka zamyślona? Prezentem dla mnie? – poruszył brwiami.

    – Nie – westchnęła ciężko.

    – Co się dzieje? – zmartwił się.

    – Martwię się o Cam. Nie wiem, czy mnie unika, czy ma coś innego na głowie, ale to niepokojące – spojrzała na Alana ze smutkiem. – Liczyłam, że ucieszy się z zaproszenia na twoje urodziny, ale zero reakcji.

    – Zaprosiłaś ją na moje urodziny? – blondyn poczuł, jak krew odpływa z jego twarzy.

    – Hej, myślałam, że już się jej nie boisz – przestraszyła się. – Przepraszam.

    – Nie boję się jej, to po pierwsze – prychnął. – Po drugie, może przyjść, ale szkoda, że najpierw nie spytałaś o to mnie, skarbie – przytulił ją do siebie.

    Wziął głębszy wdech, uspokajając się. Zdał sobie sprawę, że Emmi miała racje. Rozmawiał z Camillą, prosił ją o coś absurdalnego i... Alan odsunął się gwałtownie od dziewczyny.

    – A tobie co? – zakpiła.

    – Mówiłaś, że z Elson coś się dzieje?

    – No tak... jest nieobecna, totalnie zlała, że ktoś ją na swoje urodziny zaprosił – zaplotła ręce na piersiach. – A co?

    – To ma sens – szepnął.

    Zrozumiał już, co mogło się stać. Michael również się zmienił. Chodził rozdrażniony i obrażony na cały świat, a przecież do tej pory chodził po prostu wypruty z emocji. To musiała być jej sprawka... Ale skoro i z nią nie było dobrze, to oznaczać mogło tylko jedno. Chłopak ją odtrącił, bo ta za bardzo wnikała w jego życie.

    Blondyn przymknął powieki zawiedziony. Gdzieś w głębi liczył na powodzenie planu z Camillą.


[Rozdział 13]

    Camilla szła wolnym krokiem po parku, by odpocząć od swoich uporczywych myśli o Michaelu. Każdy jej pomysł i plan kończyły się tak samo – niepowodzeniem.

    Kopnęła kamyk i wypuściła sfrustrowana powietrze. Gorące słońce dawało się jej dziś we znaki, co tylko pogarszało jej humor. Wolała deszcz i burze niżeli takie upały. Przez swoje rozmyślanie o chłopaku, zaszła na skraj parku, gdzie zdecydowanie normalni ludzie nie raczyli chodzić. Stał tam zniszczony budynek, z którego korzystała młodzież podczas wagarów, czy też był ich speluną. Nastolatka zmrużyła powieki, przypominając sobie, że przecież kiedyś już tu była.

    – Chuj z tym – przeklęła i kucnęła przy murze, opierając się o niego plecami.

    Nie wytrzymała jednak w tej pozycji zbyt długo, więc usiadła na ziemi, obejmując nogi ramionami. Oddychała miarowo i zdawała się wyłączyć na cały świat. Nie myślała o niczym, po prostu odpoczywała.

    – Zapalisz, laska? – podniosła swój wzrok, zostając oślepioną przez słońce. Syknęła pod nosem, bo nawet nie była w stanie zauważyć, kto się do niej odezwał.

    – Nie biorę świństw od obcych – westchnęła.

    – Obrażasz mnie, wiesz? – westchnął i stanął obok niej, opierając się o mur.

    Dziewczyna usłyszała pstryknięcie zapalniczki. Podniosła wzrok na swojego towarzysza, zasłaniając ręką słońce.

    – Christopher? – Nie wierzyła własnym oczom. 

    – A kogo spodziewałaś się w tej dziurze? – prychnął, zaciągając się papierosem.

    – Myślałam, że skończyłeś... –  nie dał jej dokończyć.

    – To samo mógłbym rzec o tobie – uśmiechnął się delikatnie.

    Ten jeden niewinny gest znów zawrócił w głowie Camilli. Christopher był niegdyś jej obiektem westchnień. To dla niego zeszła na złą drogę, zaczęła palić i pić. Wszystko z umiarem, ale jednak. Pewnego dnia powiedziała sobie „dość" i przeprosiła rodzicielkę. Wyznała też szatynowi, co do niego czuje. Różnica czterech lat była dla nich jednak zbyt duża, w momencie, w którym się poznali. Jednak w tym momencie, zdawało się to odejść na odległy plan.

    – Nie przyszłam tutaj palić, Chris – wywróciła oczami.

    – Wyglądasz, jakbyś tego potrzebowała.

    Zacisnęła usta w wąską linię. Rozgryzł ją. Miała problem, którego nie potrafiła rozwiązać, a odreagowanie z pewnością dobrze by jej zrobiło.

    – No dobrze – wypuścił dym przez usta – to po co tutaj właściwie przyszłaś?

    – Posiedzieć? – zaśmiała się.

    – Są lepsze miejsca do tego – zawtórował jej.

    – Nie wiem – przeczesała włosy palcami. – Może chciałam pobyć w miejscu, gdzie nikt mnie nie znajdzie?

    – Udało ci się to? – spytał retorycznie.

    – Nie mam ochoty na gierki – wypaliła z nerwami.

    – Przepraszam, ale takiej to ja cię jeszcze nie widziałem – wyznał, gasząc ponad połowę papierosa. – Dlatego nie wiem za bardzo, jak się zachować. Zazwyczaj tryskałaś optymizmem... ale jak tak o tym pomyślę, to chyba wiem dlaczego.

    – Nie schlebiaj sobie – wstała na równe nogi.

    – Coś ty taka zgryźliwa? – dziewczyna spojrzała na chłopaka i zmierzyła wzrokiem.

    Nie zmienił się. Wciąż te hipnotyzujące oczy, tatuaże i kolczyki.

    – Wyżal się staremu przyjacielowi – chłopak rozłożył ramiona chcąc by Cam się do niego przytuliła.

    – Jest pewien chłopak...

    – Och... – uśmiechnął się dziarsko. – I co z nim?

    – Jest uparty jak osioł. Skrzywdziłam go niechcący i przez to totalnie się ode mnie odciął. Obiecałam sobie i jego przyjacielowi, że pomogę, ale tamten kompletnie mnie olewa – zaplotła ręce na piersi. – Dawaj poradę.

    – Podoba ci się? – zapytał.

    – Jest fajny, ale to nie o to w tym chodzi, ok? – westchnęła. – Chcę mu pomóc.

    – W czym?

    – Ucieka od ludzi. Twierdzi, że nie potrzeba mu przyjaciół. Jak może tak mówić, kiedy ma ich na pęczki, a... – ugryzła się w język, odwracając wzrok.

    – A ja nie mam? – dopowiedział. – Żartujesz, prawda?

    – Tak, kurwa, żartuje – fuknęła, zbierając się do odejścia. – Dzięki za wysłuchanie, ale spadam.

    – Poczekaj – złapał ją za rękę, odwracając do siebie twarzą.

    – Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem, czemu kiedyś robiłaś te wszystkie rzeczy, byle tylko wpaść mi w oko, naprawdę – dziewczyna ściągnęła brwi. – Ale miałaś zapał. Niszczyłaś sobie zdrowie, uciekałaś z domu. Gdzie ta waleczna dziewczyna, która robiła wszystko, byle tylko chłopak ją zauważył?

    – Byłam głupia, jak sam zauważyłeś, niszczyłam sobie życie, byle się komuś przypodobać. Teraz tak nie robie i jestem sama. – Spojrzał w jej oczy, doszukując się w nich radości, ale nic z tego. – Nie zrozum mnie źle...

    – Wiem, spoko. Gdybym wcześniej wiedział, dlaczego jesteś taka jak ja, to nigdy bym ci na to nie pozwolił, a nasza przyjaźń i tak by istniała.

    – C-Co? – zamrugała skołowana.

    – Właśnie to, idiotko – uśmiechnął się. – Uciekłaś i odcięłaś się ode mnie tuż po wyznaniu prawdy, a ja nie rozumiałem, czemu masz mnie za takiego dupka. Ale – odezwał się głośniej, gdy ta chciała już coś powiedzieć – wiem, że dla mnie ciągle jesteś przyjaciółką, więc nie pierdol o samotności, co?

    – Chris... – zaniemówiła.

    Dziewczyna nie wiedziała jak odpowiedzieć na takie wyznanie dawnego przyjaciela. Zawsze myślała, że w jego oczach jest tylko małolatą, która próbuje się wkupić do paczki. On jednak zawsze traktował ją poważnie.



[Rozdział 14]

    Camilla spędziła kilka godzin z Chrisem, dobrze się bawiąc. Wspominali, śmiali się, docinali sobie. Chłopak odciągnął ją na chwile od myślenia o Michaelu.

    Gdy brunetka wracała do domu, trafiła na Alana. Chłopak szedł wolnym krokiem, w jednej ręce trzymając smycz.

    Więc ma psa.

    Podeszła do niego niepewnie witając się. Ten rozszerzył zdziwiony oczy. W tym samym czasie podbiegł do nich pies biały niczym śnieg.

    – Gryzie? – spytała, kucając.

    – Tobie można zadać to pytanie – szepnął pod nosem.

    – Co? – nastolatka niedosłyszała.

    – Yy... – schował ręce do kieszeni bluzy. – Nie, nie gryzie. Wabi się Tommy.

    – Tommy? – prychnęła. – Super imię, jak dla psa – zaczęła głaskać zwierzaka za uchem.

    – Każdy mi to mówi, skończcie – wywrócił oczami. – Co ty tutaj robisz po siedemnastej?

    – Wracałam ze spotkania ze znajomym – wyznała. – A właśnie – spojrzała na Alana.

    – Hm? – chłopak jakby rozluźnił się.

    – Serio mogę iść na tę imprezę urodzinową? Bo jeśli Emmi rzuciła to bez twojej zgody, to serio zrozumiem – wyprostowała się, gdy zwierzak pobiegł przed siebie.

    – Nie, spoko – zaśmiał się. – Mi to tam wszystko jedno skoro najważniejszej osoby nie będzie – westchnął.

    – Emmi? – nastolatka przechyliła głowę na bok.

    – Michaela.

    – Och... Więc nie planuje przyjść na urodziny kumpla? – zdziwiła się.

    – On jest moim, ale ja dawno przestałem być jego. Odciął się od ludzi, zresztą wiesz – spojrzał na nią ze smutkiem.

    – Ta, ode mnie też się odciął. Cholera, chciałabym mu wbić do tego łba morale życiowe, ale on zaczął mnie unikać – wypuściła głośno powietrze przez usta. – Nie mam sił na niego.

    – Poddajesz się? – W jego głosie nie można było doszukać się złości, raczej świadomości, że tak to się właśnie zakończy.

    – Poddać... – szepnęła.

    „Miałaś zapał. Niszczyłaś sobie zdrowie, uciekałaś z domu. Gdzie ta waleczna dziewczyna, która robiła wszystko, byle tylko chłopak ją zauważył?„

    – Nie dziwie ci się – głos Alana sprowadził dziewczynę na ziemię. – Chłopacy też już powoli tracą nadzieję, ale mimo to nie mogą go opuścić, ja również – posłał jej blady uśmiech. – My znamy go od małego, a ty dopiero od kilku dni, więc to zrozumiałe i nikt nie będzie cię winił za porażkę. Fajnie, że chciałaś mu pomóc, serio.

    – Nie ma szans – odezwała się stanowczo.

    – Co? – zamrugał zdziwiony.

    Dziewczyna wyciągnęła z kieszeni jednego papierosa, którego to wręczył jej Chris na odchodne. Wiedział, że może to się jej jeszcze dziś przydać. Od jednego nie umrze, tak twierdziła.

    – Palisz?!

    Zaciągnęła się i powoli wypuszczała dym przez usta. Spojrzała przelotnie na Alana.

    – Nie poddam się, ponieważ spotkałam dziś moją starą motywację i ta motywacja po raz kolejny dała mi kopa w tyłek. – Blondyn nic nie rozumiał ze słów swojej towarzyszki.

    – Ale... Serio? To znaczy, wow.

    – Nawrócę Michaela na dobrą drogę, choćbym sama miała się stoczyć. – Ostatni raz się zaciągnęła i zgasiła papierosa.

    – Żartujesz? – Zaśmiał się, ale po jej minie stwierdził, że ona wcale nie żartuje. – Nie kpij!

    – Ha? – zdziwiła się.

    – Co z tego, że jednego nawrócimy, jak drugi zajmie jego miejsce! To nie o to w tym chodzi, do kurwy! – warknął.

    Dziewczyna pierwszy raz widziała, jak ktoś podnosi na nią głos. Ta sytuacja była dla niej nowa, przez co poczuła się lekko zagubiona i zmieszana. Odzyskała jednak uśmiech. Przytuliła niespodziewanie chłopaka swojej przyjaciółki, co spotkało się z szokiem.

    – Dla takich przełomowych momentów warto starać się nade wszystko. Dziękuję, Alan – odsunęła się z wielkim uśmiechem. – Obiecuję, że sprowadzę go z powrotem.

    – Ja... Nie wiem, co powiedzieć – biegał wzrokiem.

    – Wystarczy mi twoja pomoc od czasu do czasu – zachichotała.

    – Jasne... Ale... powiesz mi, co właściwie się stało, że on tak nagle cię olał? – postanowił wyjść z tej niezręcznej sytuacji.

    – Cóż – westchnęła. – Przyszedł do mnie, było dobrze, ale ja chyba poruszyłam delikatny temat, on mnie zbluzgał i tak to się skończyło – wzruszyła ramionami.

    – Czekaj... On przyszedł do CIEBIE? – nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. – I co dokładnie mu powiedziałaś?

    – To tylko wymiana zdań, nieistotne – pomachała ręką.

    – Może jednak powinienem ci powiedzieć o delikatnym temacie – zagryzł wargę.

    – O nie! – zaprzeczyła szybko. – Jeśli poznam jego sekret, to będę się z nim obchodzić, jak z dzieciakiem, a chyba tego ma dość. Wole nie wiedzieć.

    – Na pewno?

    – Na pewno. Muszę spadać, do jutra – odsalutowała i ruszyła w kierunku bramy do parku.

    Chłopak długo wpatrywał się w nią, aż w końcu uśmiechnął się lekko.

    Więc trzeba jej pomóc za wszelką cenę. Jeśli zboczy ze ścieżki to na pewno nie sama.



[Rozdział 15]

    Michael, gdy tylko usłyszał dźwięk zamknięcia drzwi, od razu zszedł na dół. O tej porze wszyscy domownicy rozchodzili się w swoje strony, a on mógł korzystać z całego parteru. Usiadł przed konsolą w salonie włączając Final Fantasy XV. Na graniu spędził kilka godzin, a potem zamówił pizze i zaczął oglądać jakiś film w telewizji. Seans nie był na tyle ciekawy, by Michael mógł siedzieć w spokoju przez trzydzieści minut. Wyłączył telewizor, wzdychając. Zwiesił głowę, zaczynając żałować, że nie ma tego dnia do szkoły. Będąc w niej, nie myślał zbytnio o problemach.

    Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi. Spodziewał się listonosza, ale to zdecydowanie nie był on.

    – Co ty tutaj robisz? – spytał zirytowany.

    Alan wyminął przyjaciela, wchodząc do jego domu.

    – Czemu ty taki jesteś? – westchnął, odwracając się do Mike przodem.

    – Jaki? – czerwonowłosy zamknął drzwi.

    – Wredny. Camilla nic nie wie o twoich problemach, a robisz wszystko, by się dowiedziała – pokiwał głową. – Powinieneś dać jej szansę.

    – I przyszedłeś mi o tym powiedzieć? – zaplótł ramiona na klatce piersiowej. – Zmarnowałeś swój czas.

    – Ok, ale pamiętaj, że ona się nie podda – zaśmiał się.

    – Myślę, że już to zrobiła – oznajmił bez ogródek.

    – Zakład? W przeciągu trzech dni będziesz miał koszmar – wystawił rękę pewien swego.

    – Zrobiłeś coś? – Michael zmrużył oczy podejrzliwie.

    – Ja? – prychnął. – Skądże znowu.

    – Nie mam ochoty na twoje biadolenie od rana – wyminął przyjaciela.

    – Jest popołudnie, ziom – po raz kolejny się zaśmiał.

    – Dla mnie rano, spierdalaj już.

    – Czymże byłoby me życie bez utrudniania twojego? – Alan poszedł za Michaelem do kuchni.

    Czerwonowłosy zatrzymał się nagle, przez co blondyn odbił się od niego, jak piłeczka.
    
    – Gorączki dostałeś? Gorzej ci? Wezwać psychiatrę? – Clifford zasypywał przyjaciela pytaniami.

    – Martwisz się? – Alan chwycił się teatralnie za serce.

    – Pogięło cię. Z tobą serio coraz gorzej, Chryste – złapał się za skronie.

    – Wystarczy Alan – wystawił rząd zębów.

    – Wiesz, gdzie są drzwi, więc z nich skorzystaj, błagam człowieku.

    – Do twojego pokoju?

    – Zabrzmiałeś jak Luke, ohyda, rzygam, idę się utopić.

    Michael strzepywał z siebie coś niewidzialnego i szybko ulotnił się do swojego pokoju. Nie rozumiał zachowania Alana, tego samego, który zachowywał przy nim szczególną ostrożność.

    Czyżby Camilla miała w tym swoje trzy grosze?



[Rozdział 16]

    – Mamo! – Nastolatka krzyknęła ze swojego pokoju.

    Podczas porządków w swoim pokoju odkryła, że brakuje jednej ważnej części jej garderoby. Domyślała się czyja to sprawka, mimo iż jej rodzicielka wchodziła do pokoju córki naprawdę sporadycznie.

    – Gotuje, jak się przypali, masz po głowie – do pomieszczenia wkroczyła Teres z drewnianą łyżką.

    – Miło – uśmiechnęła się sztucznie. – Gdzie moja czarna bluza?

    – Ta z napisem „fuck my life"?

    – Dokładnie ta.

    – Wyrzuciłam. Przypaliłam ją. W piecu. Jakieś dwa lata temu. Kto by liczył – kobieta wzruszyła ramionami.

    – ŻARTUJESZ CHYBA?! – Camilla wrzasnęła.

    – Oczywiście – Teres pokręciła bezradna głową. – Nie widziałam jej od wieków, dlaczego nagle sobie o niej przypominasz?

    – Cóż... – Elson zagryzła wargę.

    Ta bluza była jej ulubioną z czasów, kiedy to uganiała się za Chrisem. Wtedy jej styl przypominał buntowniczy, a skoro miała na jakiś czas powrócić na tę ścieżkę, może nie tą samą, ale w jakimś stopniu podobną, to musiała ją znaleźć. Dzięki zmianie stylu i charakteru czuła się silniejsza. Potrzebowała ogromu energii, by walczyć z Michaelem.

    – Nie mów, że znowu chodzi o tego Chrisa – kobieta zaczęła się denerwować.

    – Już ci mówiłam, że nie powrócę do tego. Po prostu... jej potrzebuje, ok? – Camilla wydała się w tym momencie zmęczona.

    – Nie chcę...

    – Obiecuje, mamo – weszła jej w słowo. – To widziałaś?

    – Nie, przykro mi – wyszła z pokoju.

    Siedemnastolatka usiadła sfrustrowana na fotelu. Faktem było, że nie miała tej bluzy na sobie od wieków, dlatego nie wiedziała, gdzie ona może się znajdować. Ostatecznie wzięła głębszy wdech i ubrała, co miała pod ręką. Zbiegła na dół ubrać buty.

    – A dokąd idziesz? – spytała ciekawa Teres.

    – Do Mi... Właściciela kota – wyjaśniła.

    – Czemu zmieniłaś odpowiedź w połowie?

    Córka spojrzała na matkę, będąc zawiedzioną. Czuła się źle, że własna matka jej nie ufa. Nigdy jej nie okłamywała, nawet jeśli robiła coś niedozwolonego, była z nią szczera.

    – Wrócę późno – rzuciła na odchodne.

    Dzielnie pokonywała trasę, którą miała do przebycia, by dostać się do domu Michaela. Od tego dnia miał zacząć się jego koszmar, a jej zmagania z tym ciężkim przypadkiem. To on był starszy, a czuła się, jakby miała tłumaczyć zasady życia dziecku.

    Stojąc przed drzwiami domu swojego pacjenta, uśmiechnęła się pewnie. Zadzwoniła dzwonkiem i czekała na jakiś odzew. Była szansa, że sam chłopak jej nie otworzy, ale liczyła, że trafi na kogoś z reszty rodziny.

    Po chwili drewniana powłoka się otwiera, a za nią stoi ojciec osiemnastolatka. Zdziwiony widokiem młodej dziewczyny, rozchyla usta.

    – W czym mogę pomóc? – pyta.

    – Ja do Michaela. Jest może? – Pluła sobie w brodę, że nie przywitała się z gospodarzem.

    – Tak u... siebie – mężczyzna był widocznie zdziwiony. – Jesteś jego...

    – Znajomą ze szkoły – weszła do wnętrza domu. – Mogę wiedzieć, gdzie jest jego pokój?

    – Pierwszy na lewo... całe piętro jest jego teoretycznie – wyjaśnił zmieszany.

    – Dziękuję.

    Pobiegła schodami na górę i bez zastanowienia weszła do pokoju nastolatka. Zaskoczona stanęła w miejscu, gdy zobaczyła Clifforda z kotem na brzuchu i słuchawkami na uszach. Leżał na swoim wielkim łóżku, które było w rogu pokoju, a resztę zajmowały biurko, szafa, kanapa, telewizor... Camilla potrząsnęła głową.

    Telewizor w pokoju? Cholera, to nawet ja tak nie mam. To wygląda, jakby parter nie miał dla niego znaczenia.

    Powróciła jednak wzrokiem na swój cel. Przez słuchawki odcięty był od dźwięków zewnętrznych, a zamknięte oczy nie pozwalały dostrzec gościa w jego pokoju. Głaskał jedną ręką czarną kulkę na swoim brzuchu, kiedy to Camilla postanowiła przejść do rzeczy. Podeszła bliżej i położyła się obok niego, najdelikatniej jak umiała. Uśmiechnęła się, gdy ten nawet tego nie odczuł. Istniała szansa, że po prostu zasnął.

    Daniel podniósł swoją główkę na Camille, co sprawiło, że oczy Michaela się otworzyły. Podskoczył, gdy zobaczył kto koło niego leży. Kot, który spał na jego brzuchu, momentalnie uciekł.

    – Co ty tu kurwa robisz?! – warknął, ściągając słuchawki. – Kto cię wpuścił?! – Twarz chłopaka jakby pobladła.

    Zdał sobie sprawę, że musiała poznać kogoś z dorosłych. Przeraził się na samą myśl, że ona może już znać prawdę.

    – Twój ojciec, tak sądzę – odpowiedziała spokojnie.

    – Mówił coś? – spytał już spokojniej. Na nowo ułożył się na poduszce, kładąc jedną rękę pod głowę.

    – Pan Clifford boi się, że poznam jego sekret? – podparła sobie głowę na wnętrzu dłoni, wytykając język.

    – Zabawne – przymknął powieki.

    – Nie wyrzucasz mnie? – zdziwiła się.

    – Coś czuję, że to nic by nie dało, to po pierwsze. Po drugie, Alanowi też odwaliło, więc muszę tylko poczekać, aż wam się znudzi. – Jego słowa zdenerwowały brunetkę.

    – Ok. – Przybliżyła się i objęła go ramieniem.

    – Rozumiem, że to będzie ciężki czas – westchnął.

    – Nie chcę poznać twojego sekretu, ale i tak nie mam zamiaru się poddawać. Sprawię, że zaczniesz doceniać tych przyjaciół – powiedziała.

    – Jak sobie chcesz, tylko potem miej pretensje do samej siebie, bo ja nie mam zamiaru ci w niczym pomagać – wyznał szczerze.

    Camilla zaśmiała się, słysząc te słowa.

    – Jakbyś tak tylko ociupinkę pomagał, na przykład zgadzając się na niektóre moje pomysły – uśmiechnęła się słodko, spoglądając w jego oczy.

    – Zapomnij. Chcesz, to się męcz.

    – Jeszcze mnie popamiętasz – obiecała.
    
    Żadne z nich nie spodziewało się tak spokojnego popołudnia. Oboje po prostu leżeli, a w pewnym momencie po prostu zasnęli. Daniel położył się na poduszce obok Michaela i spał wraz z nimi.



[Rozdział 17]

    – Już wychodzisz? – ojciec Michaela zaczepił nastolatkę, gdy ta schodziła na parter.

    – Tak, zasiedziałam się, przepraszam – odpowiedziała zaspana.

    Wyszła z pokoju, nie budząc Michaela. Dostrzegając dwudziestą drugą na zegarku, dziewczyna szybko postanowiła wrócić do domu.

    – Może cię odwieźć? Jest późno. Albo zostań na noc – Elson zamrugała zdziwiona.

    Nie spodziewała się takiej podejrzanej życzliwości ze strony ojca Mike'a. Wcześniej był zmieszany i zdziwiony, a teraz ewidentnie tryskał energią.

    – Nie trzeba. Moja mama będzie się martwić, jak nie wrócę na noc – uśmiechnęła się.

    – Dziękuję za opiekę nad moim synem – dotknął jej ramienia.

    – Am... Nie ma za co, tak sądzę – przełknęła ślinę. – Dobranoc.

    Pożegnała się i opuściła dom. Mężczyzna westchnął ciężko.

    – Od dawna nie widziałem, by ktoś w jego pokoju siedział tak długo... – szepnął.

    Nastolatka szła ulicami, które oświetlały lampy. Nigdy nie bała się tego, co kryje za sobą mrok ulicy. Od kiedy to jej zaczęto się bać, ona nie odczuwała zagrożenia. W pewnym momencie wpadła na pomysł, by poinformować matkę o swoim powrocie do domu. Wysłała jej krótką wiadomość i schowała ręce do kieszeń bluzy. Mimo słońca za dnia chłód dawał się we znaki pod zaporą nocy. Camilla podskoczyła, gdy jej telefon zaczął dzwonić na cichej ulicy.

    – Nie śpisz? – spytała speszona.

    – Wyobraź sobie, że czekam na taką jedną gówniarę, bo się o nią martwię! – fuknęła.

    – Znam ją? – zaśmiała się.

    – To nie jest zabawne! Mogłaś mi wcześniej napisać, że żyjesz! Od wieków nie wychodziłaś na tak długo!

    Kobieta nie była zła tylko przestraszona. Zamartwiała się brakiem odzewu ze strony córki. Wiedziała, jak trudna była jej sytuacja z przyjaciółmi i w głębi cieszyła się, że wreszcie kogoś poznała, ale również i obawy się zjawiły.

    – Jasne, zamknę się w domu i zostanę no lifem – prychnęła zła.

    – Wiesz, że nie o to mi chodzi – westchnęła. – Ostatnio coś się zmieniło. Wcześniej mówiłaś mi o swoich wyjściach ze znajomymi, choć wiedziałaś, jak bardzo ich nie lubiłam – obie zaśmiały się na tę wspomnienie.

    – Tak, to fakt. W skrócie, zasnęłam u kumpla i teraz się obudziłam, więc nie mogłam wcześniej napisać – wyjaśniła.

    – Chłopak? Czyli akurat o chłopaku nie chcesz mi powiedzieć?! – kobieta udała urażoną.

    – On nie jest moim chłopakiem – wywróciła oczami. – Chcę mu pomóc, bo ma problemy, ale spokojnie, to nie wiąże się z łamaniem prawa.

    – Po raz kolejny nie jesteś zabawna, kochana – nastolatka wiedziała, że w tym momencie jej matka pokręciła głową. – Jak wrócisz, to mi wszystko opowiesz, zgoda?

    – Jak zamówisz pizze, to się zastanowię.

    – Widzę podobieństwo do Josha, naprawdę.



[Rozdział 18]

Do: Michael
Kto ma ładne oczy i jest groźny?

Od: Michael
Daniel?

Do: Michael
Miałam na myśli siebie, ale ok.

Od: Michael
Czemu do mnie piszesz? Chcesz w ten sposób mnie naprawiać? Zaraz cię zablokuje ;)

Do: Michael
Nie zrobisz tego, Clifford.

Od: Michael
Zakładzik?

Do: Michael
Oke, nie.
Więc, co ma metr siedemdziesiąt i przychodzi dziś do ciebie?

Od: Michael
Na pewno nie ty, bo poliżesz klamkę.

Do: Michael
Co? Majkel gdzieś wychodzi?!
Kim jest ten szczęśliwiec?

Od: Michael
Hm, nikt?
Po prostu cię nie wpuszczę. Jesteś tak ciemna, jak mogłem to pominąć.

Do: Michael
Jak pominąć?

Od: Michael
Nic, nic.

Do: Michael
Przyjdę i coś porobimy.

Od: Michael
Nie baw się w tych debilów, czwórka i mam dość. Nie potrzeba mi piątego :"D

Do: Michael
Nazwij mnie jeszcze raz debilem, a ci ryj obije

Od: Michael
Debil.

Do: Michael
Oke, spodziewaj się mnie zaraz.

Od: Michael
Nikt cię nie wpuści, debilu

Do: Michael
Jak nie? Alan zaraz mi pomoże.
I nie nazywaj mnie tak.

Od: Michael
No chyba kurwa nie

Do: Michael
:d

Od: Michael
Nienawidzę was wszystkich.
Na chuj jemu ktoś dał dodatkowy klucz od domu?! Zabiorę mu go.

Do: Michael
DOROBIE!

Od: Michael
NO CHYBA KURWA NIE X2

Do: Michael
I won't give up, nah-nah-nah
Let me love you

Od: Michael
Nie zapędzasz się czasem?

Do: Michael
Alan odpisał, zaraz wbijamy :D

    Chłopak zablokował urządzenie i rzucił na poduszkę obok siebie. Zakrył sobie oczy ramieniem, wzdychając przy tym. Mimowolnie uśmiechnął się na treść wiadomości od Camilli. 



[Rozdział 19]

    – Cholera, nie zdążyłem – westchnął, gdy zobaczył w drzwiach Camille. – A ten tu czego? – zmrużył powieki na Alana.

    – Wpadliśmy na siebie po drodze – uśmiechnął się szeroko.

    – Właśnie, oddawaj klucz – Michael wysunął dłoń do przyjaciela.

    – Nie mam.

    – Jak to?

    – Ja mam – dziewczyna pomachała małym kluczykiem.

    – To chyba żart – prychnął. Nagle nastolatka zaczęła się przybliżać do chłopaka i podciągać rękawy. – A tobie co znowu?

    – Debil – zaczęła wbijać palce w jego żebra.

    – Chryste Panie, Cam, przestań! – Próbował chwycić jej dłonie, ale była zbyt zwinna. – Okey, przepraszam, już nie będę.

    Alan rozchylił zdziwiony usta. Uśmiech na twarzy Michaela wydawał się szczery. Blondyn już dawno nie widział przyjaciela w takim wydaniu. Gdy para się przekomarzała, do domu wszedł Luke.

    – El... – Alan zakrył mu usta ręką.

    Obaj przypatrywali się scenie odbywającej się tuż przed nimi.

    – Co was tu tyle? – spytał Clifford, gdy Camilla zaprzestała swoich tortur.

    – Przyszedłem, bo tęskniłem, ale widzę, że dobrze zrobiłem – zaśmiał się.

    – Wynocha.

    – Camilla, poznaj Luke'a – Alan udał, że nie słyszy słów czerwonowłosego i przedstawił sobie dwójkę ludzi.

    – A, to ty jesteś tą... – Luke po raz kolejny nie dokończył, ponieważ tym razem został kopnięty w piszczel przez Clifforda.
    
    – Nie chcę na was patrzeć, idę coś zjeść – westchnął i poszedł do kuchni.

    – Zjedzmy pizze – zaproponowała dziewczyna.

    – Nikt nie prosił cię o przyjście – skomentował.

    – Zamówmy pizze, Mike – jęknęła, idąc za nim.

    – Se zamów – wzruszył ramionami, stojąc przy lodówce.
    
    – Ty płacisz, ja jem – uśmiechnęła się, a chłopak zastygł z kartonikiem mleka przy ustach. Zmrużył powieki, wiedząc, że nie ma z nią szans. Żebra nadal go bolały i nie miał ochoty na powtórkę.

~*~

    – Patrz, jaki gnojek spokojny – szepnął Alan do Luke'a.

    Hemmings zmierzył wzrokiem Michaela i Camille, którzy to siedzieli na kanapie w salonie i grali na konsoli w absolutnej ciszy. Dziewczyna siedziała skulona w rogu kanapy, natomiast chłopak zsuwał się powoli na podłogę, a przynajmniej takie miało się wrażenie. Clifford zawsze wydzierał się na osobę, z którą grał, tymczasem siedział cicho, jakby komunikowali się niemo.

    – Zakochani – odszepnął.

    – Jebnąć cię poduszką, chory homojebie? – warknął. Michael nie odwracał wzroku od ekranu, ale jego przyjaciele tym zdaniem zostali stłumieni. Zdenerwowali go nie na żarty.

    – Nie spinaj się tak, bo ci gumka od gaci pójdzie – westchnęła.

    Camilla chciała pokazać reszcie, że go nie można się bać, jego trzeba zdominować. Blondyni spojrzeli po sobie.

    – Patrz, jej to nic nie powie – zakpił Hemmings. – Czemu jej to pozwalasz, a my to zło?

    – Bo wy ulegacie, a ona za chuja się nie ugnie – odpowiedział ze spokojem. – Jak ja powiem „nie" to ona robi na przekór, więc poczekam, aż się jej znudzi.

    – Nigdy – wytknęła język.

    – Zobaczymy – uśmiechnął się do niej sztucznie. 

    Pozostała dwójka była zdziwiona. Nawet jeśli Alan spodziewał się uporu Camilli, to na pewno nie uległości ze strony Michaela.

    Miłą atmosferę przerwało otwarcie drzwi frontowych. Michael ściągnął brwi zaskoczony. Dorośli powinni wrócić dopiero za dwie godziny. Pomyślał, że to może reszta znajomych. Niestety w progu salonu zjawił się pan Clifford.

    – Dzień dobry – nastolatka postanowiła się przywitać. W końcu ostatnio żałowała, że tego nie zrobiła.

    – Dzień dobry, Camillo – odpowiedział.

    W młodym Cliffordzie zagotowało się ze złości, przez co zrobił coś, czego nie robił już od dawna.

    – Skąd znasz jej imię? – syknął.

    – Och, odezwałeś się do mnie – zdziwił się.

    Michael przełknął ślinę zły na samego siebie, na ojca i na dziewczynę. Wstał nagle chwytając za nadgarstek Elson.

    – Idziemy – oznajmił twardo i pociągnął ją do swojego pokoju.

    Luke i Alan wiedzieli, że tak to się potoczy, gdy tylko ujrzeli jego ojca. Dobry humor wszystkich prysnął jak bańka mydlana.



[Rozdział 20]

    – Idziesz na imprezę do Alana? – spytała Camilla, leżąc na łóżku Michaela. Ten natomiast siedział przy biurku nad lekcjami.

    – Nie – odpowiedział krótko.

    – To twój znajomy. – Dziewczyna celowo użyła takiego sformułowania.

    – To niczego nie zmienia, nie idę na żadną imprezę – warknął.

    – A jakbym cię zmusiła? – uśmiechnęła się przebiegle, gdy ten zerknął na nią.

    – Nie ma takiej siły, by mnie zmusisz – stwierdził bez większych problemów.

    – Jesteś pewien?

    – Mogłabyś przestać przychodzić? – zamknął książkę. – Mam dość myślenia, że mój ojciec może zacząć z tobą rozmawiać.

    – Ok – usiadła.

    – „Ok"? – zdziwił się. – Coś za łatwo poszło.

    – Nie będę tu przychodzić bez uprzedzenia, jeśli pójdziesz ze mną na imprezę urodzinową Alana – uniosła lewy kącik ust do góry.

    – Wiedziałem – westchnął, odchylając głowę do tyłu.

    – Pomyśl nad plusami tej umowy – zachęciła.

    – Musi to być impreza? Nie może zwykłe wyjście? – dziewczyna zamrugała, zdziwiona.

    – Michael Clifford chce wyjść z domu w moim towarzystwie? – zadrwiła. Ten tylko spojrzał na nią z politowaniem. – Urodziny, Mikey – pokręciła palcem.

    – Niech cię szlag, dziewczyno – wstał i chwycił swojego pupila w ręce. – Zgoda.

    – Ha! A mówił, że nie mam takiej siły! – zaczęła tańczyć ze szczęścia.

    – Dzwonić po psychiatrów czy sama dotrzesz? – spytał poważnie.

    – Zabawne – podbiegła do niego i ucałowała w policzek.

    Michael rozszerzył zdziwiony oczy. Nie spodziewał się po niej takiego gestu, a już na pewno w tamtym momencie.

    – Co... – chciał spytać, lecz przerwał im dzwoniący telefon Camilli.

    – Sorry, to Chris – odebrała i przyłożyła słuchawkę do ucha.

    „Kim, do kurwy, jest Chris?"

    – Jasne, mogę wpaść, o ile mama nie będzie snuła podejrzeń, że sprowadzisz mnie na złą ścieżkę – zaśmiała się melodyjnie.

    Clifford przyglądał się jej z zaciekawieniem. Ta odsłona była dla niego czymś nowym. Znał ją lepiej, niż sama myślała, ale jeszcze nie w takim wydaniu. Uśmiechnięta szczerze, rozmawiała z innym, obcym dla Clifforda mężczyzną. Ojciec? Brat? A może zwykły chłopak? Był zaciekawiony jak nigdy dotąd. Teraz to on chciał odkryć, kto wywołuje u niej taką szczerą naturę. Gdy przyłapał się na rozmyślaniu, dziewczyna zdążyła już to zauważyć.

    – Zazdrosny? – spytała, wbijając mu palec w żebra. Zgiął się.

    – Przestań wreszcie – uszczypnął ją w przedramię.

    – Ała, co za szmaciarz – syknęła i mu oddała.

    Tak po raz kolejny zaczęła się mała walka pomiędzy tą dwójką. Kot, którego trzymał na rękach, od razu uciekł, a chłopak nie zwrócił uwagi, kiedy na jego usta wpełznął uśmiech wywołany zabawą z Camillą.

    Od nieprzyjemnego incydentu z ojcem Michaela minął prawie tydzień. Przez pierwsze dwa dni chodził zły i obrażony na cały świat, ale gdy dziewczyna zaczęła zatruwać mu życie swoim istnieniem, zapomniał o swoim ojcu i powrócił do stanu przed kłótnią.

    – No to ja lecę, ciesz się Michaelu – cmoknęła zdyszana.

    – Oj, raduje się wolnością – rozłożył ręce. – Wreszcie odpocznę od twojej gęby.

    – Jeszcze się odezwę wieczorem – posłała mu całusa i wyszła.

    – Skąd wiesz, że w ogóle odpisze? – oparł się o kant biurka, zaplatając ręce na klatce piersiowej.

    Poczuł, jakby ona była brakującym puzzlem w jego każdym dniu. Gdy pojawiała się znienacka w progu jego pokoju, gdy zaczepiała go w szkole, gdy pisała wiadomości. Wszystko to wydawało się dla niego czymś w rodzaju normy i odskoczni. Karcił się za takie myślenie, ale nie potrafił się też oszukiwać. Zaczęła porządnie burzyć mur, którym odgradzał się od reszty ludzi, za którym siedział skulony i samotny. Nie chciał być znów powodem czyjegoś szczęścia, czy też smutku. Nie potrafił. Każdego dnia obiecywał sobie, że odepchnie od siebie dziewczynę na tyle mocno, by już nie chciała wracać, ale nie potrafił tego zrobić. Już raz widział ją w tej gorszej odsłonie, smutną i zranioną właśnie przez niego. W końcu obiecał sobie, że nie będzie już niczyim powodem radości ani smutku, więc nie potrafił jej odtrącić.

    – Błędne koło – zsunął się na podłogę. Objął swoje nogi ramionami, chowając pomiędzy nimi głowę.

    Poczuł się naprawdę zagubiony. Nie chciał jej przyjaźni ani litości, ale nie chciał też, by odchodziła. Co powinien więc zrobić dalej? Doskonale zdawał sobie sprawę z jednego;

    „Z dnia na dzień będzie tylko gorzej".








~awenaqueen~


czwartek, 11 listopada 2021

This Cat Cz.1-10

  

[Rozdział 1]

    – Mamo, ja już idę – krzyknęła do rodzicielki, zbiegając po schodach.

    – Jak wrócisz to...

    – Idź sprawdzić, co u babci. Wiem – brunetka wywróciła oczami.

    – Przypominam, byś pojawiła się punktualnie, bo babcia będzie się martwić – kobieta wyszła do holu.

    – To też wiem – westchnęła. – Wracasz wieczorem?

    – O ile nie nad ranem.

    Kobieta zdecydowanie nie była zadowolona z tego faktu. Wolała przesiadywać w domu niż nudzić się w swojej pracy układania rzeczy na półkach. Nie miała jednak wyjścia, bowiem pieniądze były im potrzebne.

    – Dobra, bo się spóźnię. Miłego dnia, mamo – dziewczyna cmoknęła rodzicielkę w policzek i wyszła z domu w pośpiechu.

    Camilla Elson to siedemnastoletnia brunetka ucząca się w technikum. Potrafi przysporzyć swojej matce problemów, ale i tak obie wiedzą, że to nieuniknione. Teres, bo tak miała na imię pani domu, sama kiedyś była nastolatką i musiała się wyszaleć, dlatego na wiele pozwala córce.

    Dziewczyna wleciała do szkoły jak huragan, witając się z ludźmi po drodze. Zastanawiało ją, dlaczego właściwie, co druga osoba mówi jej „cześć", nie zamieniając z nią nigdy ani słowa. Przypuszczała, że niektórzy ze strachu, a inni z szacunku.

    Podeszła do swojej przyjaciółki, która przytulała się do swojego chłopaka. Ten od razu się odsunął, widząc Camillę.

    – Cześć wam – przywitała się.

    – Cześć – odpowiedzieli oboje.

    – Ja się zmywam – ucałował swoją dziewczynę w policzek i zniknął w tłumie uczniów.

    – On mnie nie lubi – Camilla wzdycha ciężko.

    – Po prostu go przerażasz – Emmi zachichotała.

    – Ja? Dlaczego? – zdziwiła się.

    – Masz więcej w kartotece niż nie jeden chuligan w tej szkole – znów się zaśmiała. – Chodźmy.

    Weszły do klasy, ale brunetka wciąż dziwiła się słowami przyjaciółki. Owszem, miała na koncie kilka wybryków, ale żeby od razu tak ją respektować?

    – Ludzie mają najebane – wywróciła oczami, siadając niedbale na krześle.

    Jedną nogę od razu umieściła na drugiej, a ręce splotła pod piersiami.

    – Twój styl w połączeniu z wybrykami tworzy niezły komplet – wyjaśniła. – Myślisz, że gdybym nie znała cię od dziecka, to teraz bym się nie bała? – prychnęła. – Jesteś momentami przerażająca.

    – Przerażająco głupia – szepnęła sama do siebie.

    – Hm? – Najwidoczniej Emmi coś usłyszała, ale nie wiedziała co dokładnie.

    – Nic, nic.

    Dzień minął jej dość szybko, ale gdy zobaczyła na zegarku w telefonie godzinę, od razu przeklęła pod nosem. Była spóźniona już dobre pięć minut, a babcia nie posiada telefonu, by poinformować ją, że nic się jej wnuczce nie stało.

    Camilla wybiegła z klasy, gdy tylko wykładowca skończył swój monolog po dzwonku. Była tak przejęta, że nie zauważyła, gdy wpadła w czyjeś ramiona tuż przy wyjściu ze szkoły.

    – Sorry.

    Nawet nie spojrzała na ofiarę, która musiała ucierpieć. Pobiegła dalej, gdyż liczyła się każda sekunda. Wtedy chłopak, na którego wpadła, zdał sobie sprawę, że właśnie jej dotknął. Stał zszokowany i nie dowierzał. Przez kilka sekund miał w swoich ramionach Camille Elson. Właśnie tę, w której podkochiwał się w pierwszej klasie... Teraz już nie widział w niej tego, co kiedyś przyprawiało go szybsze bicie serca.

    – Nawet przeprosiła... – szepnął do siebie i powrócił do obojętności.



[Rozdział 2]

    
    Camilla zapukała w drewnianą powłokę, martwiąc się o starszą kobietę. Miała bardzo słabe serce, poniekąd też i nerwy, a wytłumaczenie jej, że spóźnienie czasem godzinę to nic złego, graniczyło z cudem.

    Nareszcie drzwi się otwierają, a po drugiej stronie stoi siwowłosa kobieta w fartuszku.

    – A co ty u mnie robisz, kochanie? – zdziwiła się na widok wnuczki.

    – Przecież miałam dziś cię odwiedzić, babciu – nastolatka weszła do środka, całując babcię w policzek.

    – Pierwsze słyszę – wzruszyła ramionami i wróciła do kuchni.

    Camilla westchnęła ciężko. To ona biegła jak poparzona, wpadła na kogoś i pewnie teraz się jej boi, byle tylko babcia się nie martwiła, a ta nawet o niej dziś nie myślała.

    Super.

~*~

    Brunetka siedziała właśnie w ogrodzie na trawniku, twarz kierując ku słońcu. Na nosie oczywiście miała swoje okulary przeciwsłoneczne, które pomimo wielu lat użytkowania, wyglądały na nowe. Usłyszała znienacka ciche miauczenie, na co ściągnęła brwi.

    Kot? W tej dzielnicy?

    Uznała, że to musiało być przesłyszenie, ale gdy ponownie usłyszała miauczenie, to od razu wstała. Zaczęła szukać i wołać kota, ale nic nie pojawiało się na horyzoncie. Przeczesała swoje włosy i opadła na plastikowe krzesełko.

    Siedziała w nim przez kolejną godzinę, tym razem w ciszy i rozkoszowała się letnimi promieniami słońca.

    Niespodziewanie na jej uda coś wskoczyło, a ona instynktownie pisnęła i podskoczyła, płosząc coś czarnego. Gdy stworzenie schowało się pod ławkę, dopiero rozpoznała w nim czarnego kota.

    Więc jednak.

    Wstała i zawołała zwierzaka, który posłusznie do niej podszedł, zaczynając łasić się wokół jej nóg. Uśmiechnęła się, głaszcząc go. Pierwszy raz od dawna coś od niej nie uciekło, a wręcz samo przyszło. Inni uczniowie w szkole, raczyli jej unikać, a tylko ci odważni się z nią komunikowali. To było dla niej bolesne. Miała Emmi, ale chciała też od czasu do czasu porozmawiać z kimś nowym, jednak nikt taki się nie zjawiał. Nikt tak odważny, jak ten czarny kocur.

    – Zgubiłeś się? – zagadnęła, a gdy w słońcu mignęło coś złotego, od razu zwróciła uwagę na szyję zwierzaka.

    Wziąwszy go na ręce, zaczęła sprawdzać obrożę. Na złotej przywieszce wyryte było imię „Daniel". Dziewczyna zdziwiła się.

    – No to chyba do kogoś należysz – posmutniała.

    Liczyła, że jednak kot jest bezpański i będzie mogła go przygarnąć pod pretekstem opieki. Westchnąwszy ciężko, wstała z kotkiem i ruszyła do domu.



[Rozdział 3]

    Dziewczyna weekend spędziła w domu wraz z kotem, którym musiała się zająć. Matka nie była zadowolona z dodatkowego domownika, ale co miała poradzić? Przecież ma serce i nie wyrzuci bogu winnego zwierzaka na zewnątrz. Dała jednak Camilli czas, w ciągu którego ta miała odnaleźć właściciela, jeśli nie, zwierzak zostanie oddany do schroniska. To nie podobało się brunetce, ale rozumiała Teres. Wiele razy zamiast kary dostawała wsparcie i zrozumienie, więc kot musiał być naprawdę złym pomysłem, skoro kobieta tak zdecydowanie postępowała.

    – Co zrobisz z kotem? – Rodzicielka patrzyła na córkę wyczekująco i srogo.

    Jest poniedziałek, a obie muszą wyjść z domu. Nastolatka zagryzła wargę, patrząc na kociaka, który smacznie sobie spał na posłaniu w kuchni.

    – Wezmę do szkoły? – odpowiedziała żartobliwie, ale wzrok rodzicielki sprawił, że przełknęła ślinę. – Nie wiem.

    – To się dowiedz, bo miałaś cały weekend i pozostało ci z piętnaście minut – wystawiła w stronę córki wskazujący palec, jakby jej groziła.

    – Dobrze – westchnęła. – Idziesz już? – spytała, gdy zobaczyła ubierającą się matkę.

    – Niestety nie mam na dziewiątą – wystawiła język. – Poważnie, zrób coś z tym kotem, nie może zostać sam w domu.

    – Wiem przecież – podrapała się po przedramieniu.

    – Miłego dnia, skarbie – cmoknęła w powietrze i zniknęła za drzwiami domu.

    Dziewczyna spojrzała na kota, który się obudził i właśnie zajadał suchą karmę. Nie miała pojęcia, co z nim zrobić, bo już zdążyła się do niego przywiązać. Nagle przez myśl przemknął jej pewien pomysł.

    Ubrała swoje stare trampki i przełożyła sobie torbę przez ramię. Chwyciła kota w biegu i wyleciała z domu zakluczając drzwi. Starsza kobieta, zwana jej babcią, była jej ostatnią deską ratunku. Sąsiadka miała uczulenie na sierść, więc odpadało.

    Zwierzak kilka razy chciał uciec, gdy coś go wystraszyło, ale Camilla trzymała go pewnie. W ciągu tych dwóch dni powinna zrobić jakieś ogłoszenie o znalezieniu kota, ale kompletnie nie miała na to czasu... albo po prostu tak sobie wmawiała.

    Kilka minut później jest już pod domem swojej babci, która otwiera drzwi zdziwiona.

    – Na litość boską, co ty robisz u mnie o ósmej rano?!

    Kobieta nigdy nie chciała być pomiędzy swoją córką a wnuczką. Już wiele razy powtarzała Camilli, że nie ma szans, by kryła ją przed matką i pozwalała jej na uciekanie z lekcji.

    – Wiem... ja... – Brunetka nie mogła złapać oddechu.

    – No już wejdź i się uspokój – staruszka przestraszyła się na widok Camilli w takim stanie.

    To zwykłe zmęczenie, ale w oczach kobiety mogło to być wszystko, co najgorsze.

    – Błagam, zaopiekuj się tym kotem, dopóki nie wyjdę ze szkoły – dziewczyna wyciągnęła czarne stworzenie w stronę babci.

    Ta zamrugała zdziwiona i zmieszana. Do tej pory nie zauważyła tej czarnej kulki sierści w ramionach wnuczki.

    – Ja wiem – wtrąciła się Camilla. – Ty nie powinnaś zajmować się zwierzakami, ale proszę, zrób to dla mnie. Prooszę!

    Dziewczyna była zdesperowana, co oczywiście zostało zauważone. Kobieta pokręciła głową, ale odebrała kota z jej rąk.

    – Jeden jedyny raz, rozumiemy się? – Camilla od razu ucałowała babcie w policzek.

    Szybko wybiegła z domu, aby dotrzeć do szkoły na czas. Już wiedziała, że się spóźni. 



[Rozdział 4]

    Osiemnastoletni Michael Clifford przechodził właśnie przez trudny okres w swoim życiu. Szkoła, dom, życie, to wszystko zdawało się trudniejsze niż przypuszczał jeszcze rok temu. Jego oceny zaczęły być nieodpowiednie, a zachowanie zmieniło się diametralnie. Niegdyś uśmiechnięty, szalony i pomocny, a teraz? Teraz nikt go nie obchodził, nawet on sam. Życie toczyło się dla niego swoim tempem, a on nie miał zamiaru pomagać w swoim szczęściu.

    Chłopak wszedł do szkoły tym razem z innym nastrojem niż zazwyczaj. Biło od niego zaniepokojenie i smutek, a dawniej emanował znudzeniem. Nikt jednak nie zwracał na to zbyt dużej uwagi, bo Michael był dla każdego jak cień człowieka. Jedyną osobą interesującą się chłopakiem był Alan, teoretycznie jego przyjaciel, bo w praktyce nie działało to w obie strony identycznie.

    – Coś się zmieniło? – Alan podszedł do Mike'a, ale ten jak zwykle nie miał zamiaru się z nim witać. – Ok. Urzeknij mnie swoją historią, która sprawiła, że Michael Clifford wszedł do szkoły jak nie on.

– Za dwa dni wejdzie jeszcze inny – ostrzegł, wymijając chłopaka.

    – Co to znaczy? – Alan ściągnął brwi.

    – Jeśli nie znajdę tego kota, przefarbuję się na czarno, słowo daje – westchnął sfrustrowany.

    – Kot ci zaginął? – chłopak starał się nie parsknąć śmiechem, ale gdy zobaczył ostrzegawcze spojrzenie Mike'a, wiedział już, że on wcale nie żartuje. – Wow.

    – Co znowu? – zatrzymali się przy tablicy z ogłoszeniami.

    – Nie sądziłem, że istnieje ktoś, kto jest dla ciebie ważny.

    Michael zmierzył wzrokiem „przyjaciela". Od pierwszej klasy wygląda tak samo. Blond włosy roztrzepane jakby dopiero co skończył swoje podboje w kiblu, zniszczony plecak z Nike i te same zielone oczy, które świdrowały w twoim ciele dziurę.

    – To zwierzak, a nie ktoś – poprawił go. – Nie przywiązałem się, to jest bez sensu, ale fajnie by było go znaleźć – wyjaśnił, a gdy skończył przyczepiać plakat, spojrzał na niego zmęczonym wzrokiem.

    – Może ci pomóc?

    Alan zauważył, że słowa, obecnie czerwonowłosego chłopaka, były czystym kłamstwem. Musiało mu zależeć na tym kocie, musiał już nieźle fiksować, skoro na twarzy malowało mu się zmęczenie, a co gorsza, nie udawało mu się to zakryć maską obojętności. Skoro istniał ktoś albo coś, co Mike zdawał się kochać, Alan musiał zrobić wszystko, by tego nie stracił.

    Już miał odpowiadać, gdy przerwał mu bardzo wkurzający głos. Michael zamknął powieki, modląc się, by zniknął.

    – Clifford, zadziwiasz – prychnął, podchodząc do tablicy. – Maminsynek szuka kotka? O boże, ale to smutne – Michael zacisnął szczękę, powtarzając sobie słowa: „Nie daj się sprowokować".

    – Zjeżdżaj stąd, Jey – polecił Alan.

    – Może popłaczesz w kącie i zaczniesz użalać się nad sobą? – Michael otworzył oczy, które były czarne jak atrament. Alan zaczął czuć złość, że nic nie może zrobić, bo jedno szarpnięcie, a wyleci ze szkoły. Nie był czysty, a dyrektor jasno dał mu do zrozumienia, że to ostatnia szansa.

    – Idź sprawdź, czy nie ma cię na zewnątrz – syknął Clifford. Już miał odchodzić, ale jedno zdanie przeważyło szale goryczy.

    – Może ty sprawdzisz, czy mamusia nie czeka na ciebie z obiadem z kota?

    – Michael nie!

    Alan próbował powstrzymać przyjaciela, który dosłownie w ułamek sekundy znalazł się przy Jey'u. Nie zdołał go przytrzymać, bo gdy ten wpadał w szał, to po prostu był koniec. Cholernie go to frustrowało, że jedyne co mógł teraz zrobić, to po prostu pobiec po kogoś z dorosłych. Miał ochotę obić ryj Jey'owi, ale nie mógł tego zrobić, bo wtedy Mike byłby w szkole absolutnie sam. Mike, jak i Jey są niestabilni emocjonalnie, o ile tak to mógł opisać. Pierwszy był drażliwy na punkcie obrażania jego matki, a drugi był po prostu agresywny i łatwo popadał w konflikty.

    Alan wparował do gabinetu dyrektora, który zdecydowanie był najbardziej odpowiednią osobą do pomocy Michael'owi. Chwile później, dało się usłyszeć glos mężczyzny przez głośniki.

    – Michael Clifford i Jey Carter proszeni są do mojego gabinetu w trybie natychmiastowym!

    W tym samym czasie chłopacy zostali rozdzieleni przez dwóch nauczycieli i w ich towarzystwie szli do ów gabinetu.



[Rozdział 5]

    – Nie rozumiem cię – wyznała Emmi, gdy siedziały razem na stołówce.

    – Dziś coś z nim zrobię, obiecałam mamie – wyjaśniła Camilla, przełykając kawałek sałatki.

    – Zdajesz sobie sprawę, że ten kot może zdechnąć od...

    Brunetka od razu chciała żartobliwie uderzyć przyjaciółkę, ale ta się uchyliła ze śmiechem. Takie docinki potrafiły mówić do siebie średnio trzy razy tygodniowo, dlatego każda przywykła i wie, kiedy druga żartuje.

    Skończywszy swoje posiłki, obie dziewczyny ruszyły w stronę klasy od matematyki. Emmi była podenerwowana na samą myśl o tym trudnym, dla niej i większości szkoły, przedmiocie. Dla Camilli był on jednak normalny, nie sprawiał ani problemów, ani nie była z niego asem.

    Usiadły na ławce pod klasą, gdzie Emmi wyjęła swoją lekturę, a Cam zastanawiała się, co począć z kotem po powrocie do domu. Jej rozmyślanie zostało przerwane, gdy przez głośniki usłyszała głos dyrektora.

    – Michael Clifford i Jey Carter proszeni są do mojego gabinetu w trybie natychmiastowym!

    – Ocho, coś się stało – mruknęła Emmi i powróciła do czytania.

    – Znasz ich? – zapytała ciekawa.

    – Kto nie zna – prychnęła. – Michael to przyjaciel Alana, a Jey to histeryk. Łatwo wpada w szał, więc szkoda mi Mike'a – zrobiła krzywą minę.

    – Ja nie znałam – szepnęła do siebie, czego jak zwykle nie zdołała usłyszeć jej przyjaciółka.

~*~

    Skończywszy lekcje, Camilla powoli kierowała się do wyjścia ze szkoły. Gdyby nie to, pewnie nie dostrzegłaby plakatu na tablicy ogłoszeń. Od razu zerwała go stamtąd i dostrzegła tego samego kota, którego przygarnęła przed weekendem. Poczuła ukłucie w sercu na samą myśl o oddaniu Daniela, ale w końcu ktoś się o niego martwił i pewnie kochał bardziej niż ona.

    Westchnęła zrezygnowana, chowając plakat do torby. Zamiast wrócić do domu, postanowiła pójść do babci i tam zgłosić się do właściciela kota.

    Weszła do wnętrza domu babci jak do swojego własnego. Od razu zobaczyła, jak kobieta coś ogląda w telewizji, a futrzak śpi słodko obok niej.

    – Chyba mogłabym się przyzwyczaić do dodatkowego lokatora – kobieta posłała wnuczce ciepły uśmiech.

    – Niestety, znalazłam właściciela – dziewczyna uniosła dłoń z kartką. Usiadła obok swojej babci i westchnęła.

    – Smutno ci, co? – zauważyła. – Kiedyś będziesz miała własny dom i adoptujesz zwierzaka.

    Kobieta starała się jakoś pocieszyć wnuczkę, ale ta wcale nie poczuła się lepiej. Nie chciała innego, chciała tego. To dziecinne, ale przywiązanie na tym polega. Nie chcesz czegoś innego, czegoś w zastępstwie, przecież przywiązałaś się do tego, prawda?

    – Zadzwonię, zanim będę chciała ukryć tego kota w piwnicy – wypuściła ze świstem powietrze, wstając z kanapy. Usłyszała za sobą chichot babci.

    Nastolatka pokierowała się do pokoju, w którym zawsze mogła nocować, gdy babcia tego potrzebowała lub po prostu, gdy chciała spędzić trochę czasu poza domem.

    Usiadłszy na łóżku, zaczęła przepisywać numer z kartki do telefonu. Przyłożyła słuchawkę do ucha i modliła się, by osoba po drugiej stronie nie odebrała. Tak też się stało, a dziewczyna piszczała w duchu z radości. Jeden dzień dłużej Daniel będzie przy niej.

    Położyła się na łóżku, a uśmiech nie schodził z jej ust.



[Rozdział 6]

    – Jey, to już nie twój pierwszy wybryk w tym semestrze – mężczyzna w garniturze, który siedział za biurkiem, mierzył obu chłopców srogim spojrzeniem.

    Michael cieszył się w duchu z nastroju dyrektora, bo to oznaczać mogło, że nie będzie mu dziś współczuł i traktował ulgowo. Nastolatek był gotów ponieść wreszcie konsekwencje swojego nagłego wybuchu. O niczym tak nie marzył, jak o traktowaniu go... podobnie, co Jey. Michael prychnął, co zwróciło na niego uwagę, ale tylko na chwilę. Poczuł się rozbawiony. Nie sądził, że mógłby w pewnym sensie być wdzięcznym Jey'owi za nie traktowanie go jak drogiej porcelany, a wylewanie mu zimnych kubłów z wodą na głowę. Może nie był zadowolony, że ten obrażał jego rodzicielkę, ale naprawdę w tym momencie był mu wdzięczny za odmienność. Brakowało mu takich ludzi, ludzi, którzy bez obaw mówiliby mu mówić swoje zdanie i rozmawialiby jak dawniej.

    – Dobrze, zostaw nas samych – rozkazał chłopakowi.

    Michael od razu przestał się cieszyć, a zaczął denerwować. Czyli jednak nie obejdzie się bez głaskania go po główce i współczucia mu.

    Jey zakpił tylko i wyszedł z durnym uśmieszkiem na ustach.

    – Ja też chciałbym wyjść – oznajmił, gdy usłyszał zatrzaśnięcie drzwi.

    – Michael... – mężczyzna westchnął ciężko.

    Tak jak spodziewał się czerwonowsłoy, mężczyzna od razu zmienił swoje nastawienie.

    – Serio, mam kilka ważnych... – chłopak poczuł, jak jego telefon zaczął wibrować w kieszeni spodni – spraw.

    – Nie przyszedłeś dziś na większość lekcji, pobiłeś się z Jey'em... Naprawdę nie chcę...

    – To niech pan nie traktuje mnie ulgowo, serio – pochylił się na fotelu. – Nie potrzebuje łaski, potrzebuje normalnego życia!

    Mężczyzna spojrzał na niego smutno, nie wiedząc jak skomentować jego życzenie. Chciał być wsparciem dla chłopca, który rósł na jego oczach. W końcu ojciec chłopaka to jego najlepszy przyjaciel, ale sam już nie wiedział, czy dobrze postępuje.

    – Czy mogę już wyjść? – patrzył wyczekująco.

    – Oczywiście, ale...

    – Do widzenia – wstał pośpiesznie i wyszedł.

    Za drzwiami wziął jeden głęboki wdech i ruszył do domu, w którym wcale nie chciał mieszkać. Na jego nieszczęście z toalety wyszedł Alan. Clifford wywrócił oczami, będąc już zmęczonym tym ciągłym wpadaniem na kogoś.

    – Dyrcio wypieprzył go ze szkoły? – spytał z nadzieją.

    – Nie, mnie też nie, jakby cię to ciekawiło – już otwierał buzie, by odpowiedzieć, ale Michael wcale nie skończył. – Och, no tak! Nie ciekawi cię to, bo przecież mnie się nie da stąd wywalić, choć nie wiem, jakbym się kurwa starał!

    – Ej, wyluzuj – Alan starał się uspokoić przyjaciela.

    – Wiesz co? Daj mi święty spokój, wszyscy mi go dajcie – wyminął chłopaka.

    Blondyn przywykł do takich wybuchów Clifforda. Miewał je średnio raz na dzień, więc zdążył się już zorientować, o czym nie powinien z nim rozmawiać i jak powinien się przy nim zachowywać. Doskonale wiedział, że jego przyjaciel nie poszukuje współczucia, wsparcia. On potrzebował odzyskać dawne życie, a nie ciągłe troski, nadmiernej troski. Blondyn starał się jak mógł, udawał za każdym razem, ale gdy tylko widział stan Michael'a, to jakoś nie miał na to kompletnie ochoty. Kilka razy już wybierał jego numer w godzinach wieczornych z chęcią zaproszenia go na imprezę, ale... zawsze się pojawiała obawa, że ten odmówi i popełni jakiś karygodny błąd, zapraszając go.

~*~

    Michael szedł do domu na pieszo, dzięki czemu mógł ochłonąć, nim spotka się z domownikami. Wcale mu się to nie uśmiechało, ale niezbyt miał wyjście.

    Przed drzwiami wypuścił powietrze przez usta i czym prędzej pokonał dzielącą go odległość między nim a pokojem. Kątem oka dostrzegł posturę kobiety w średnim wieku, gdzieś w kuchni, ale nie miał zamiaru się z nią witać. Kim ona dla niego była? Znienawidzoną kobietą na świecie.

    Rzucił plecak pod łóżko, samemu się na nie rzucając. Jęknął sfrustrowany w poduszkę, co trochę mu pomogło. Przekręcając głowę na bok, dostrzegł na podłodze zabawkę kota. Jego humor od razu się pogorszył. Przewrócił się na drugi bok, twarzą do ściany, nogi przyciągając bliżej brzucha. Doskonale zdawał sobie sprawę z okłamania Alana. Już zdążył przywiązać się do czarnego kota, któremu nadał imię Daniel.

    Po chwili przypomina mu się o plakatach, które wydrukował, a zaraz po tym, że przecież dzwonił jego telefon. Wyjął urządzenie z kieszeni spodni i odblokował. Zauważywszy obcy numer, od razu dostrzegł nadzieję. Nadzieję na odzyskanie Daniela.

    Wybrał ten numer i przyłożył telefon do ucha. Każda sekunda dłużyła się jak godzina, aż w końcu usłyszał kobiecy głos. Chwile milczał, jakby nie mógł uwierzyć, że to on do kogoś dzwoni. Dziwne uczucie, kiedy nie robił tego ponad pół roku.

    – Halo, jest tam kto? – Dopiero w tym momencie Michael oprzytomniał.

    – Em, cześć. – Nie wiedział, jak zacząć. – Dzwoniłaś do mnie?

    – Do ciebie? – zdziwiła się. – Aa... Tak. Znalazłam twojego kota.

    Serce chłopaka przyspieszyło. Sam siebie oszukiwał, co działało mu na nerwy, ale bardzo się ucieszył, że jego pupil jest cały i zdrów.

    – Świetnie! – Niemal nie wrzasnął. – Chciałbym go odebrać jak najszybciej. Kiedy ci pasuje?

    Od razu zmienił swoją pozycję z leżącej na siedzącą. Rozpierała go dobra energia, której od dawna nie czuł. Karcił się gdzieś w głębi za ten stan, ale nie mógł ukryć tego szęścia.

    – Hm... – Chłopak wyczuł po jej tonie, jakby wcale nie była myślami na ziemi. – W sumie, dam ci adres i możesz nawet zaraz.

    – Super, to czekam na sms'a.

    Ledwo się rozłączyli, a każde z nich emanowało zupełnie innym nastrojem niż przed rozpoczęciem rozmowy.



[Rozdział 7]

    Michael nie mógł doczekać się, kiedy zobaczy swojego kota. Camilla za to, wydawała się, przygaszona. Bawiła się ze zwierzakiem, bo wiedziała, że lada moment przyjdzie jego właściciel.

    Ciekawiło ją, czy kiedyś rodzicielka pozwoli jej na posiadanie jakiegoś stworzenia.

    Podskoczyła, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła do nich i niepewnie otworzyła. Po drugiej stronie znajdował się czerwonowłosy chłopak.

    Michael nieświadomie rozchylił usta, będąc zdziwiony widokiem Camilli Elson. „Pomylił domy?" Taka była jego pierwsza myśl. Przecież to niemożliwe, by dziewczyną, która odnalazła Daniela, była właśnie Ona.

    – Właściciel kotka? – Przemówiła jako pierwsza i po raz kolejny sprowadziła go na ziemię.

    Będą kłopoty, pomyślał.

    – Em... Tak. To ty go znalazłaś? – spytał nadal zdziwiony.

    Nigdy nie sądził, że porozmawia z dziewczyną, która mu się podobała, a co dopiero, że to ona odnajdzie jego zgubę.

    – Przyszedł na trawnik, to znaczy wszedł do ogródka mojej babci. – Dziewczyna zaczęła się motać.

    On z jej powodu, a ona z jego, ale oboje mieli inny pogląd na sytuację. Camilla była przestraszona faktem rozmowy z kimś w swoim wieku, a tym bardziej, gdy on mógł chodzić do jej szkoły. Michael natomiast był przerażony myślą, że musi być miły, a to jego były obiekt westchnień na domiar złego.

    – Gdyby nie ten plakat, to pewnie bym nie wiedziała, czyj on jest.
    
    Michael nawet nie wiedział, jak odpowiedzieć.

    – Przyniosę ci go.

    Speszona pobiegła do swojego pokoju po kota, zostawiając gościa samego. Wróciwszy, zastała go w tym samym miejscu, dosłownie. Nie ruszył się nawet o milimetr.

    – Jak masz na imię? – Tym jednym pytaniem sprawiła, że wreszcie zaczął myśleć.

    Nawet nie wiedziała o moim istnieniu.

    – Jestem Michael. Po co ci to do szczęścia?

    Ton wydał się być dla niej jak ostry sztylet. Nagle jakby zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni, inny człowiek.

    – Chciałam wiedzieć, jak ma na imię właściciel Daniela – odpowiedziała równie oschle. – Nie bądź niemiły.

    – Ja... – Chłopak znów się zaciął.

    Denerwowało go, że ona potrafiła jednym zdaniem zburzyć mur, który budował tak długo.

    – Mogę spytać, jakim cudem ci nawiał, czy też mi się za to oberwie? – spytała sarkastycznie.

    Zauważyła w tym chłopaku coś interesującego. Sama nie wiedziała, czy to wina jego gburowatego nastawienia, czy może doszukała się w nim czegoś sztucznego.

    – Mój ojciec cofnął się po coś do domu, a że zapomniał o Danielu, zostawił drzwi otwarte, a ten zwiał – westchnął ciężko.

    – Wszystko okey? – spytała, dziwiąc tym samą siebie. To było niespodziewane pytanie dla nich obu, a Mike zdał sobie z czegoś sprawę.

    Skoro nie wiedziała, jak brzmi jego imię, to i nie będzie się nad nim litować. Zamiast złości, zaczął czuć pewnego rodzaju radość. Cień uśmiechu przemknął przez jego usta. Camilla odczytała ten gest jako prośbę o pomoc. Smutny i nikły uśmiech po zadanym pytaniu, czy wszystko w porządku.

    – Tak, wszystko dobrze.

    Odebrał Daniela z rąk dziewczyny. Uśmiech tym razem zagościł na znacznie dłuższą chwilę.

    – Mogę mieć prośbę? – Nim zdążył się nad tym zastanowić, po prostu zapytała. Chłopak niepewnie skinął głową.

    – Chciałabym czasem odwiedzić tego słodkiego kocura – podrapała zwierzaka pod brodą.

    Michael nie był pewien, co właściwie miał jej odpowiedzieć. Przecież ona nie musi się tym przejmować, ale z drugiej strony chłopak nie obiecał żadnej nagrody, więc cud, że nie poprosiła go o coś zupełnie innego.

    – Dlaczego właściwie tego chcesz? – Czuł, że powinien o tym wiedzieć, by móc łatwiej zdecydować.

    – Cóż, trochę ci zazdroszczę. – Clifford rozszerzył oczy zdziwiony. – Ja nie mogę mieć w domu zwierzaka, więc z łatwością się przywiązałam do twojego pupila.

    Czerwonowłosy zapatrzył się na nią, gdy odpowiadała mu ze smutkiem.

    – Jasne – odpowiedział bez namysłu.

    – C-Co? – Zdała się nie zrozumieć.

    – J-Jasne, możesz go odwiedzać – powtórzył speszony.

    – Poważnie?!

    – Bo zmienię zdanie – wywrócił oczami.

    – Rany, dziękuję, Mike!

    Gdyby nie kot, którego to trzymał, dziewczyna zapewne by go przytuliła.

    – Okey, zadzwoń, gdybyś chciała go zobaczyć, a teraz muszę już spadać.

    – Och, rozumiem. Uważaj na niego – poleciła.

    Clifford kiwnął jedynie głową i zniknął za drewnianą powłoką. Camilla z jednej strony czuła radość, ale z drugiej smutek. Michael natomiast czuł się dziwnie nieswojo, jakby ktoś nagle wywrócił jego nowe życie do góry nogami.



[Rozdział 8]

    Minęło kilka dni od oddania zwierzaka, a w Camilli pojawiła się lekka pustka. Nawet zauważyła to jej matka, która do tej pory chyba nie zdawała sobie sprawy, jak zależy dziewczynie na posiadaniu odpowiedzialności. Tak przynajmniej mówiła sobie Teres. W jej oczach posiadanie kota, psa, czy innego zwierzęcia, wiązało się z odpowiedzialnością i obowiązkami. Doskonale obie wiedziały, jak nastolatka podchodziła do swoich obowiązków. Zapewne opieka nad żywym stwierdzeniem, jak zwykle spadłaby na matkę, a ta miała dość już na swojej głowie.

    Michael przez ten czas zdążył powrócić do swojego trybu życia. Odbudował mur, którym odgradzał się od ludzi i swoich pseudo przyjaciół. Znów wyparł ze świadomości, że ta kulka sierści sprawiła, iż znów się przywiązał.

    Cieszył się, że Camilla nagle nie wtargnęła w jego życie szkolne czy też prywatne. Mimo jego wyróżniającego się koloru włosów, ona i tak nie zwracała na niego uwagi. Gdzieś w głębi go to bolało, ale jak zwykle stwarzał pozory mówiące: „Przecież tak jest lepiej".

    Tego dnia, w ten poniedziałek, oboje szli do szkoły jak zawsze. Ona pochłonięta czytaniem notatek i przygotowywaniem się do sprawdzianu, a on wciągnięty w wir muzyki płynącej z jego słuchawek dousznych.

    Michael dotarł do szkoły jako pierwszy, gdyż miał bliżej. Wszedł do budynku, gdzie od razu został zaatakowany przez Alana, który wyjątkowo podszedł do niego z Emmi. Czerwonowłosy westchnął ciężko, wyjmując słuchawki z uszu.

    – Hello, Michael – przywitał się.

    Chłopak jak zwykle go zignorował, jedynie puścił mu krótkie spojrzenie.

    – Wiesz, za co cię lubię? – spytał, na co ten znów nie zareagował. – Bo jesteś dziwny.

    – Powinni dać ci order za najlepszy komplement roku – Michael pokręcił głową na głupotę Alana.

    – Ale się odezwałeś, więc powinienem dostać za umiejętność zmuszenia do odpowiedzi – Emmi spojrzała na chłopaka, jak na ostatniego debila, co rozbawiło Clifforda. – I nawet się zaśmiałeś! Trzy ordery w ciągu pięciu minut!

    – Jesteś takim idiotą.

    – Więc się dobraliście – głos Jey'a rozniósł się po korytarzu.

    – Spokojnie, Mike. Nie daj się sprowokować – polecił Alan, patrząc groźnie na Jey'a.

    – Och, czemu? To mogłoby być ciekawe – zaśmiał się ironicznie. Podszedł do całej trójki, zarzucając ramię na barki Michaela. Chłopak od razu zrzucił z siebie jego rękę. – Kotek się znalazł w zupie czy w śmietniku? – zakpił.

    Podczas gdy czerwonowłosy chciał już jakoś zareagować, niespodziewanie usłyszał znajomy głos.

    – Jak chcesz, to ty możesz zaraz się tam znaleźć.

    Camilla podeszła do grupki, która była głównym zainteresowaniem w całej szkole.

    – Hej piękna, po co te nerwy?

    Jey zmienił swoje nastawienie, gdy ujrzał legendarną panią Elson, której każdy tak bardzo boi się w tej szkole. Czuł pewnego rodzaju respekt. Chciał też mieć ją dla siebie, by każdy zobaczył, jak dwójka złych ludzi się jednoczy.

    – Piękna może jestem, ale w twoich ustach brzmi to, jak obelga – zmrużył oczy.

    – Ostra. Może...

    – Możesz spadać, nikt się raczej nie obrazi – weszła mu w słowo. Chłopak uniósł brwi zdziwiony.

    – Trzymasz z Cliffordem? – wskazał palcem chłopaka, który był dziwnie spokojny i opanowany, jakby wcale nie było obok niego Jey'a.

    – To raczej moja sprawa z kim trzymam, nie twoja – poklepała go po ramieniu. – A teraz stąd spadaj, bo szkoda łamania ci ręki, naprawdę – uśmiechnęła się sztucznie.

    – Okey, ale jeszcze się spotkamy, śliczna – zacmokał i ruszył korytarzem dalej.

    Cała trójka była zdziwiona nagłym wtrąceniem się Camilli, ale podświadomie każdy jej dziękował. Każdy w szkole. Mieli dość zachowania Jey'a i tych jego ciągłych bójek.

    – Kocham cię, wiesz o tym? – Emmi objęła przyjaciółkę ramieniem.

    – No cóż, zdenerwował mnie. Na przyszłość złamie mu coś bez uprzedzenia.

    – Niebezpieczna – szepnął Alan, a gdy zdał sobie sprawę, że wypowiedział to na głos, od razu pobladł.

    – Tylko dla takich gnojków – odpowiedziała mu. – Serio, przestań się mnie bać.

    – Ja? – zaśmiał się nerwowo. – Nie żartuj.

    Michael ciągle wgapiał się w brunetkę, a gdy ta spojrzała na niego, po prostu szybko się ulotnił.

    – Nie martw się, Alan mu powie, że jesteś spoko. Prawda, kochanie? – Emmi spojrzała na chłopaka groźnie.

    – J-Jasne...

    – Czy Mike często ma z nim problemy? – pytanie Cam, zdziwiło pozostałą dwójkę.

    – To ty go znasz? – spytała blondynka.

    – Cóż, wzywany do dyrektora, nazwany przyjacielem Alana... Wnioskuję, że to musi być on.

    Dziewczyna nie miała ochoty wspominać, że znają się od momentu oddania kota. Czuła, że to mogłoby bardziej zaszkodzić niżeli pomóc w czymkolwiek.

    – A, racja.

    – Michael ma kilka problemów osobistych – zaczął Alan. – Jeśli chcesz się do niego zbliżyć, by zrobić na złość Jey'owi, to sobie odpuść. On naprawdę nie ma już sił na kolejne porażki, rozumiesz?

    – Niezbyt, ale...

    Nagle Michael pociągnął przyjaciela za sobą, mówiąc krótkie: „Idziesz ze mną". Emanował przy tym niesamowitą złością. Camilla zadała sobie wtedy jedno pytanie:

    Czyżby Alan powiedział coś, czego nie powinien?



[Rozdział 9]

    Michael przez resztę dnia był rozdrażniony. Unikał Alana po tym, jak wytknął mu interesowanie się nie swoimi sprawami. Blondyn cały czas chciał z nim porozmawiać i przeprosić, ale ten skutecznie go unikał, zresztą jak każdego.

    Po skończonych lekcjach ulotnił się ze szkoły z prędkością światła. Ostatnie czego potrzebował, to litość ze strony Camilli. Chciał zrobić wszystko, by ta nie dowiedziała się o jego problemach, by się nie litowała, by nie grała.

    Sfrustrowany trzasnął drzwiami wejściowymi od domu i usiadł na kanapie. Wiedział doskonale, że o tej porze każdy z domowników jest w swojej pracy, więc on mógł swobodnie korzystać z parteru. Przymknął na chwile powieki i zsunął się lekko z kanapy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagłe pojawienie się...

    – Zrobił to, Michael! Po raz kolejny mnie nim nazwał! Gdzie ty jesteś? – spytał w korytarzu. – A, tu – rzucił się na miejsce obok przyjaciela.

    – Luke, weź wyjdź i zamknij za sobą drzwi, okey? – jęknął Clifford w poduszkę, która zdążył już przystawić sobie do twarzy.

    – Przychodzę się wyżalić, bracie – Hemmings próbował wyrwać poduszkę z rąk przyjaciela, ale z marnym skutkiem. – Nienawidzę swojego ojca – westchnął, opadając na oparcie.

    – A ja nienawidzę, jak tu przychodzisz, zwłaszcza bez uprzedzenia – warknął.

    – Jesteś okrutny, przyjacielu – udał płacz.

    – Może jestem twoim, ale ty nie moim, więc wyjdziesz już? – odsunął poduszkę i spojrzał wyczekująco na blondyna.

    – Wyobrażasz sobie, że ojciec wyzwał mnie od pedałów, bo szedłem z kumplem do szkoły? – udał, że nie usłyszał słów Clifforda.

    – Znowu się zaczyna... – Mike jęknął przeciągle, kładąc się na kanapie i znów chowając twarz w poduszce.

    Michael przywykł do niezapowiedzianych wizyn Luke'a, ale mimo wszystko, wolałby go nie widywać. Na jego nieszczęście, w tygodniu dzwoni do niego Ashton, a kiedy nie odbiera, to ten od razu zjawia się w progu jego drzwi. Kilka razy też udaje mu się spotkać niby przypadkiem Caluma na mieście, czy też Luke'a, który składa niezapowiedziane wizyty. Wszyscy się o niego martwią i sprawdzają, czy nie robi czegoś głupiego.

    Rozmowę, a raczej opowiadanie Luke'a, przerywa dźwięk dochodzący z telefonu Clifforda. Ten orientując się, że urządzenie leży na stoliku, od razu chciał je przechwycić, ale Hemmings był znacznie szybszy.

    – Oddawaj, Luke – westchnął.

    – Uu, Camilla. Któż to, po cóż to? – poruszył znacząco brwiami, a Michael od razu zaczął się denerwować.

    – Luke, oddawaj to kurwa!

    Takim oto sposobem jeden uciekał, a drugi go gonił. Blondyn za wszelką cenę chciał odczytać sms'a od tajemniczej dla niego dziewczyny. Gdy już mu się to udało, zatrzymał się w połowie kroku, przez co drugi na niego wpadł i tak obaj wylądowali na panelach przy schodach wiodących na górę. W tym samym czasie drzwi frontowe się otwierają, a w nich staje ojciec Michaela wraz z Ashtonem.

    – O chuj – Ashton podbiegł do przyjaciół i ściągnął Michaela z Luke'a. – Nie pozwolę na zmianę jego orientacji, zapomnij, Hemmings.

    – Ja?! To on na mnie leżał przecież.

    – Cokolwiek mówisz, może być użyte przeciwko tobie – ostrzegł.

    – Oddawaj – Michael wyrwał mu telefon z ręki i odczytał wiadomość.


Od: Camilla
Kiedy mogłabym się z nim zobaczyć?


    – Kto to ten on? – Luke uniósł jedną brew, nadal siedząc na podłodze.

    – Na pewno nie ty – odepchnął blondyna głowę. – A teraz oboje spieprzajcie stąd – warknął i pobiegł na górę.

    Widział uśmiech na ustach ojca, a wcale nie chciał do niego doprowadzać. Chciał, by cierpiał tak samo, jak on albo i gorzej. Nienawidził go i przy każdej możliwej okazji mu to okazywał. Dziwił się jedynie widokiem Asha. Nic nie wspominał mu o wizycie, więc nie rozumiał, co on tutaj robił.

    Wszedł do swojego pokoju i położył się na łóżku. Liczył, że jednak ona nie zaproponuje spotkania. Wolałby, żeby to było tylko pustymi słowami. Ale w końcu obiecał, więc nie mógł się teraz wycofać... A może zwyczajnie nie chciał?



[Rozdział 10]

    Michael przez resztę dnia był rozdrażniony. Unikał Alana po tym, jak wytknął mu interesowanie się nie swoimi sprawami. Blondyn cały czas chciał z nim porozmawiać i przeprosić, ale ten skutecznie go unikał, zresztą jak każdego.

    Po skończonych lekcjach ulotnił się ze szkoły z prędkością światła. Ostatnie czego potrzebował, to litość ze strony Camilli. Chciał zrobić wszystko, by ta nie dowiedziała się o jego problemach, by się nie litowała, by nie grała.

    Sfrustrowany trzasnął drzwiami wejściowymi od domu i usiadł na kanapie. Wiedział doskonale, że o tej porze każdy z domowników jest w swojej pracy, więc on mógł swobodnie korzystać z parteru. Przymknął na chwile powieki i zsunął się lekko z kanapy. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie nagłe pojawienie się...

    – Zrobił to, Michael! Po raz kolejny mnie nim nazwał! Gdzie ty jesteś? – spytał w korytarzu. – A, tu – rzucił się na miejsce obok przyjaciela.

    – Luke, weź wyjdź i zamknij za sobą drzwi, okey? – jęknął Clifford w poduszkę, która zdążył już przystawić sobie do twarzy.

    – Przychodzę się wyżalić, bracie – Hemmings próbował wyrwać poduszkę z rąk przyjaciela, ale z marnym skutkiem. – Nienawidzę swojego ojca – westchnął, opadając na oparcie.

    – A ja nienawidzę, jak tu przychodzisz, zwłaszcza bez uprzedzenia – warknął.

    – Jesteś okrutny, przyjacielu – udał płacz.

    – Może jestem twoim, ale ty nie moim, więc wyjdziesz już? – odsunął poduszkę i spojrzał wyczekująco na blondyna.

    – Wyobrażasz sobie, że ojciec wyzwał mnie od pedałów, bo szedłem z kumplem do szkoły? – udał, że nie usłyszał słów Clifforda.

    – Znowu się zaczyna... – Mike jęknął przeciągle, kładąc się na kanapie i znów chowając twarz w poduszce.

    Michael przywykł do niezapowiedzianych wizyn Luke'a, ale mimo wszystko, wolałby go nie widywać. Na jego nieszczęście, w tygodniu dzwoni do niego Ashton, a kiedy nie odbiera, to ten od razu zjawia się w progu jego drzwi. Kilka razy też udaje mu się spotkać niby przypadkiem Caluma na mieście, czy też Luke'a, który składa niezapowiedziane wizyty. Wszyscy się o niego martwią i sprawdzają, czy nie robi czegoś głupiego.

    Rozmowę, a raczej opowiadanie Luke'a, przerywa dźwięk dochodzący z telefonu Clifforda. Ten orientując się, że urządzenie leży na stoliku, od razu chciał je przechwycić, ale Hemmings był znacznie szybszy.

    – Oddawaj, Luke – westchnął.

    – Uu, Camilla. Któż to, po cóż to? – poruszył znacząco brwiami, a Michael od razu zaczął się denerwować.

    – Luke, oddawaj to kurwa!

    Takim oto sposobem jeden uciekał, a drugi go gonił. Blondyn za wszelką cenę chciał odczytać sms'a od tajemniczej dla niego dziewczyny. Gdy już mu się to udało, zatrzymał się w połowie kroku, przez co drugi na niego wpadł i tak obaj wylądowali na panelach przy schodach wiodących na górę. W tym samym czasie drzwi frontowe się otwierają, a w nich staje ojciec Michaela wraz z Ashtonem.

    – O chuj – Ashton podbiegł do przyjaciół i ściągnął Michaela z Luke'a. – Nie pozwolę na zmianę jego orientacji, zapomnij, Hemmings.

    – Ja?! To on na mnie leżał przecież.

    – Cokolwiek mówisz, może być użyte przeciwko tobie – ostrzegł.

    – Oddawaj – Michael wyrwał mu telefon z ręki i odczytał wiadomość.


Od: Camilla
Kiedy mogłabym się z nim zobaczyć?


    – Kto to ten on? – Luke uniósł jedną brew, nadal siedząc na podłodze.

    – Na pewno nie ty – odepchnął blondyna głowę. – A teraz oboje spieprzajcie stąd – warknął i pobiegł na górę.

    Widział uśmiech na ustach ojca, a wcale nie chciał do niego doprowadzać. Chciał, by cierpiał tak samo, jak on albo i gorzej. Nienawidził go i przy każdej możliwej okazji mu to okazywał. Dziwił się jedynie widokiem Asha. Nic nie wspominał mu o wizycie, więc nie rozumiał, co on tutaj robił.

    Wszedł do swojego pokoju i położył się na łóżku. Liczył, że jednak ona nie zaproponuje spotkania. Wolałby, żeby to było tylko pustymi słowami. Ale w końcu obiecał, więc nie mógł się teraz wycofać... A może zwyczajnie nie chciał?







~awenaqueen~